Tym razem nie pasterze, ale Asteriks i Obeliks, którzy przemierzają Bliski Wschód. Ich podróż „uwieczniona” została przez Alberta Uderzo w albumie „Odyseja Asteriksa”.
To drugi – po „Wielkim rowie” – album z Asteriksem zrealizowany samodzielnie przez Uderzo. Rysownik poszedł tropem, jaki przyjął przed laty Rene Goscinny. Wyprawił bohaterów w podróż. A za cel postawił im Bliski Wschód. W ten sposób oddał hołd swemu nieżyjącemu przyjacielowi – Goscinny miał żydowskie korzenie. Ba, narysował go nawet w jednej z drugoplanowych ról.
Uderzo znów wziął na swe bary ciężar fabuły. Wmiksował kilka stałych - jak piraci, polowania na dziki – choć te wpadły na genialny pomysł jak uniknąć galijskich półmisków – i mordobicia serwowane Rzymianom. Do tego dołożył nową postać intryganta – to Zerozerosiódmiks przywołujący na myśl Jamesa Bonda. A reszta to efekt udanego przełożenia motywów izraelskich, żydowskich i jerozolimskich na karty komiksu. Jak stajenka, w której nasi bohaterowie spędzają noc. Aha – oczywiście jest też cel podróży. To olej skalny, bez którego nie może się obyć (akurat...) magiczny napój. I „Odyseją Astreriksa” Uderzo udowodnił, że jest w stanie udanie spełniać dwie role – scenarzysty i rysownika - razem.
„Odyseja Asteriksa” w nowym wydaniu uzupełniona została m.in. o teksty poświęcone Bliskiemu Wschodowi, Palestynie przed Chrystusem, Zerozerosiódmiksowi – agentowi w tajnej służbie Cezara, piratom czy nawet… whisky (!). A w podróży dookoła świata zaglądamy do Brazylii. Polecam. Niezmiennie.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.