W ósmym tomie „Żywych trupów” dostajemy swoisty restart serii. Świat – beznadziejny świat – jaki znaliśmy do tej pory przestał istnieć. Czy może być gorzej? Pewnie, że może…
Po sielankowym wręcz poprzednim tomie Robert Kirkman „przesuwa” wajchę z napisem „Żywe trupy” w przeciwną stronę, na drugi biegun. Po radości z narodzin, po przygotowaniach do obrony, nadchodzi moment zweryfikowania tego, czy ekipa z więzienia jest w stanie poradzić sobie z kolejnym uderzeniem zła, w postaci brygady gubernatora Woodbury.
Znów robi się „gęsto”, znów „wjeżdżamy” na płaszczyznę komiksu z napisem „RZEŹ”. Dopisać możne jeszcze niewiniątek. Krew leje się bowiem na prawo i na lewo. I nieważne jest, czy ma to sens, czy to tylko wymysł chorego umysłu gubernatora…
Ósmy tom „Stworzeni, by cierpieć” to kolejna próba, na jaką wystawiony zostaje Rick. To gorzka piguła, jaką musi przełknąć, próbując ciągnąć wózek z napisem „życie”. Wózek, z którego „wypadły” kolejne osoby, wypadła nadzieja. Pozostała zaś rozpacz i osobisty dramat (by nie zdradzać zbyt wiele).
Powiem, że takiego obrotu spraw nie obstawiałem. Kirkman uśpił nas bowiem nieco, próbując pokazywać ostatnimi czasy normalność w nienormalnej sytuacji. Co będzie dalej? Chciałoby się wierzyć, że tytuł tomu dziewiątego „Tu pozostaniemy” oznaczać będzie stabilność. Trudno jednak Kirkmanowi wierzyć już w cokolwiek. Przecież równie dobrze pozostać można w grobie...
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.