BUDNA FORSA. ALBO SZÓSTKA W LOTTO
„Pralnia” Jorisa Mertensa to historia, w której splatają się drogi Françoisa i Maryvonne. On na co dzień pracuje w pralni. Ona prowadzi punkt, który odwiedza, by skreślić kupon lotto. Od lat z tymi samymi liczbami.
5, 8, 24, 12, 10 i 52. To one mają przynieść mu szczęście. Tym szczęściem ma być mercedes, którym kiedyś – w co wierzy – podjedzie pod punkt. I mieszkanie, jakie kupi Maryvonne przy bulwarze nad morzem, by jej chorowita córka mogła lepiej walczyć z napadami astmy. Zanim jednak tak siee stanie, zanim los uśmiechnie się do naszego bohatera, robi za kierowcę w pralni „Bianca”. Pralni, w której ma nadzieję – o ile rzec jasna nie będzie mieć szczęścia w totka; ale przecież będzie ;) - dociągnąć do emerytury.
Co jednak, gdyby François wkręcił się dodatkowo w zabójstwo? Oczywiście zupełnie przypadkowo. Przecież gdzieś pod miasto miał odwieźć tylko uprane ubranie. A że w punkcie docelowym natknął się na trupy? I że – zauważony przez dzieciaki z okolicy – trafia na listy gończe? Cóż. Życie to nie jest bajka… Każdy ma pod górkę.
„Pralnia” to Kolejny album, którym Egmont wraca do korzeni, jakie towarzyszyły zakładaniu serii „Plansze Europy” (choć akurat „Pralnia” – o dziwo - ukazuje się bez tego znaczka na okladce. Komiks Jorisa Mertensa wychodzi poza klasyczne, europejskie łamy. To komiks ekspresyjny, z długimi scenami (np. kiedy François zapala papierosa) oraz pięknymi obrazkami z przesiąknietego deszczem miasta. To komiks, który prędzej – tak bym obstawiał – opublikowałoby któreś z mniejszych wydawnictw, a nie egmontowy potentat. Tym większe to zaskoczenie. Kolejne – po albumach „Pillow Man” oraz „Pracownicy morza” – jakimi niedawno zostaliśmy też zaskoczeni.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
31.12.2025, 21:21 |