KONIN 62-510 (UWAGA! LECI MIĘCHO. TYLKO DLA 18+ ŻEBY NIE BYŁO, ŻE NIE OSTRZEGAŁEM)
To nie jest kurwa żadne Beverly Hills 90210. To jebany Konin 62-510. I próba komiksowego pokazania tego, co odpierdalało się w nim u progu XXI wieku.
Tu nie ma miejsca na słodkie bohaterki i lalusiowatych bohaterów. Bo to kurwa nie jest Beverly Hills. To jest kurwa Konin. I musi boleć… I boli. Konin zna doskonale Marcin Adamczyk, który podpisuje się jako GunarDAN. Stąd pochodzi, tu spędził kawał swego życia. Tu też przeżył rok 2001. Pisze, że był „trochę brudny, trochę szalony, a przede wszystkim niezapomniany”.
No cóż. Koleś pierdoli. Skoro „komiks wyrasta z osobistych wspomnień, historii moich przyjaciół [dobra ściema – M.] i niezliczonych miejskich plotek” domyślam się, że GunarDAN był częścią tego świata. Słowem – i film mu się urwał, i smalił cholewki nie tam, gdzie trzeba, i w mordę dostał, i przyjarał… Życie. Nic strasznego i nic zdrożnego. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, komu w 2001 roku film się nie urwał. Albo się przynajmniej porządnie nie najebał. Ja nie rzucę…
„D.E.A.Lers” to zapis najebek, ruchanek, wpierdoli i innych tego typu akcji, które przytrafiały się, przytrafiają i będą przytrafiać niezależnie od tego, czy mamy rok 1991, 2001, 2011, 2021 czy 2031. Jest zapisem wydarzeń, w których braliśmy udział, niezależnie od tego, czy to Konin 62-510, Szczecin 70-004, Białystok 15-057, Jelenia Góra 58-570 czy też Jasło 38-213.
To zapis pokazany przez pryzmat Ojca i Monka – dwóch lokalnych dilerów – oraz całej masy załogantów pomieszkujących gdzieś Koninie 62-510. Załogantów beztroskich, chwytających wiatr w żagle, by żyć z dnia na dzień. By w jednej chwili być królami życia, by za moment dostać solidny wpierdol. Albo wpierdolić komuś, komu się należało. By zaliczać życiowe gleby, by zostać wyjebanym na szczyt i – spadając z niego - rozjebać solidnie facjatę. To komiks o nas. Tak, to komiks o nas, którzy na przełomie XX i XXI wieku zaczynaliśmy wchodzić w dorosłość. I myśleliśmy, że będzie w chuj przepięknie… Kto nie myślał, niech pierwszy... Ja nie rzucę.
I chwała ci jebaniutki kolesiu z Konina 62-510, że stworzyłeś uniwersalny komiks o tych czasach. Komiks, w który się wchodzi, wpierdala w środek i czuje, że to o tobie i bliskich tobie załogantach. Taki w punkowo - undergroundowo - chałupniczym klimacie. Momentami w chuj chamskim, momentami romantycznym. Do czego to porównać? Wiadomo, „Osiedle Swoboda” to nie jest. Fabularnie trochę „Czary zjary” w konińskich 62-510 klimatach. Rysunkowo jebie… To znaczy jedzie między „Jeżem Jerzym” a punkowym Prosiakiem (nie mylić ze świnią).
I chuj. Tyle.
P.S. Wulgaryzmy w tekście są formą odreagowania i wyrzucenia z siebie zła, jakie skumulowało się wewnątrz po lekturze komiksu „D.E.A.Lers”.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
19.10.2025, 23:31 |