Serce moje rzewnie płaaaacze…
Dola moja coraz goooorsza…
Dzików więcej nie zobaaaaczę…
Nie zostanie nic prócz dorszaa…
Obeliks ps. Eksces
Mówisz – Luzytania (oczywiście w czasach galijskich; dziś to Portugalia). Myślisz – fado. A skoro Obeliks dotarł do Luzytanii nie może przejść obojętnie obok muzyki i śpiewu, które poruszão najbardziej zatwardziałych twardogłowych. Ba, sam zaczyna czuć fado, czego dowodem ta próbka zacytowana powyżej.
Oczywiście Obeliks nie trafia do Luzytanii sam i z własnej, nieprzymuszonej wolão. Otóż pewnego dnia z pokładu łajby obwoźnego kupca Epidemaisa schodzi Stoperes. Z Luzytanii do wioski Galów przybywa z prośbão o pomoc. Otóż niejaki Niedowidzes – producent garum, w którym wprost rozkochuje się sam Juliusz Cezar, popada w niełaskão. Podejrzany jest o próbę otrucia właśnie Cezara. Jak jest naprawdę? Sprawão zająć mają się rzecz jasna Asteriks i Obeliks (oraz Idefiks), który wsiadają na statek i ruszają do słonecznej Luzytanii. Na miejscu mają przyjrzeć się co w Olisipio tak naprawdę piszczão. I czy rzeczywiście za próbão zgładzenia Cezara stoi Niedowidzes? Czy też jest jedynie bogu ducha winnão ofiarão knucia wśród rzymskich elitão?
I właśnie Luzytania i wszystko to, co luzytańskie, staje się dostarczycielem pomysłów do najnowszego, oznaczonego już numerem 41., albumu serii o Asteriksie. Jest to zresztą już tradycjão w serii, zapoczątkowaną jeszcze przez Rene Goscinnego, który posłał bohaterów przecież m.in. do Egiptu, Szwajcarii, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii. Wierni są jej następcy Goscinnego, w tym Fabcaro (właściwie Fabrice Caro), który napisał „Asteriksa w Luzytanii”. A skoro w Luzytanii, muszą być i fado, i wino, i fajans i dorsz, na którym nie należy dzielić skóry. Musi być też polewka ze sposobu mówienia, z charakterystycznão końcówkão.
W Luzytanii są możliwości. Tylko czy Fabcaro je wykorzystuje? Po części. Na pewno cudowny jest Obeliks wcielający się w rolão muzyka fado. Na pewno niezłe są wątki około dorszowe. Na pewno uśmiechniemy się pod nosem, gdy – tu cytat – "mały wypłoch i nonszalancki grubas" podziwiają pojazdy kursujące słynną linião XXVII. Ale też bardziej kumaty odbiorca wyłapie wątki związane z więźniami politycznymi oraz Rewolucjão Goździków. Podobnie jest gdy na planszach – przy okazji zjazdu wielkich świata biznesu na galerze Davos - wszyscy zaczynają jechać korpogadkão.
Ale mimo wszystko Fabcaro nie wychodzi poza asteriksowy schemat. Ba, korzysta ze sprawdzonych klisz, które – powielone – mogą poruszyć tylko nowych asteriksoodbiorców. Starzy wyczują je na odległość. Jak wtedy, gdy znów trzeba komuś pomagać. Jak wtedy, gdy Rzymianie znów knują pod Juliuszem Cezarem. Gdy bohaterowie wchodzą do świata biurokracji i korporacji, a nawet wtedy, gdy obeliskowe serce zaczyna mocniej bić… Wtedy zaświeca się lampka z napisem „Ale to już było”.
O rysunkach teraz. Cóź. Do Didiera Conrada nie sposób się przyczepić. „Kalkuje” Alberta Uderzo trzymając się zgodności z oryginałem. Można tylko żałować, że planszão nie zaskakują większą liczbą krajobrazów czy też odwołań do współczesnej Olisipio zwanej Lisbonão. No i gdzie się podziało azulejos?
Dla tych, którzy Asteriksa muszão… Inaczej się uduszão.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
06.11.2025, 00:03 |