- Jaka jest ta Helwecja? – Panoramiks
- Płaska – Obeliks
Jest tu wszystko, co w Helwecji – czy jak kto woli w Szwajcarii – być musi. Są więc banki, sejfy, dyskrecja, przesadna czystości nawiązania do Czerwonego Krzyża czy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Są też Alpy, fondue oraz kukanie. Tak. Kukanie. Kuku, kuku, kuku.
Właśnie Helwecja staje się celem kolejnej podróży Asteriksa i Obeliksa. Ruszają tam, by odnaleźć niewielki kwiatek - srebrną gwiazdkę. Dodana do jednego ze specyfików przyrządzanych przez Panoramiksa ma przynieś ukojenie podtrutemu Inkoruptusowi. Wysłannikowi Rzymu, który przyjechał sprawdzić czy w dalekim Condate nikt nie robi Cezara „w konia”. No przecież, że robi! Sam namiestnik Mawirus.
Zaraz – Galowie pomagają Rzymianinowi? Wyjątkowo, ale tak. I po to, by ratować Rzymianina nasi Asteriks i Obeliks ruszają między góry i jeziora, do pięknej Helwecji? Właśnie tak. Helwecji czystej do przesady, zamieszkałej przez miłośników porządku i spokoju. Wkręconych przez Galów w sytuacje, w których czują się niekomfortowo. A to bowiem ktoś rozwali sejf, a to zabrudzi dopiero co wyszorowaną podłogę albo zamiast skorzystać z mostu – który przecież wiadomo nie od dziś, że został odbudowany – będzie zakłócał spokój wypoczywających nad jeziorem. Asteriks i Obeliks w Helwecji są jak słonie w składzie porcelany – czytamy w dodatkach do komiksu. I trudno się z tym nie zgodzić. Ale są jak słonie, przynoszące mnóstwo dobre zabawy.
Inną ciekawostką z tekstów jest geneza samej podroży. Szwajcarię miał zasugerować autorom sam Georges Pompidou – premier i późniejszy prezydent Francji, do którego Goscinny i Udeerzo podesłali jeden z wcześniejszych albumów serii. Zresztą w dodatkach znów mamy mnóstwo asteriksowych smaczków – jak bestiarium, szkic o podbojach Helwecji, ale też o Asteriksie w Izraelu czy… rzymskich orgiach i nawiązaniu do Felliniego.
Tradycyjnie - warto.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
30.11.2025, 22:11 |