- Co rysujesz?
- Przysłowiowe, szalone sny.
W przypadku niektórych dzieł artysty urodzonego jako Francisco José de Goya y Luciente stwierdzenie to jest niezwykle trafne. Goya to wszak jeden z tych twórców z półwyspu Iberyjskiego, którzy odcisnęli swe piętno na światowym malarstwie.
Wędrując swego czasu przez Muzeum Prado sale z jego dziełami (i rzecz jasna Hieronima Boscha) zrobiły na mnie największe wrażenie. Dlatego ciekaw byłem albumu „Goya. Saturnalia”, jaki na nasz rynek wypuścił Timof. Podstawowym pytaniem było, czy dostaniemy komiksografię Goi, czy też fabularno-graficzny eksperyment. Wyszło… Po trochu. Manuel Gutierrez (scenariusz) i Manuel Romero (ilustracje) pokazują ostatnie lata z życia artysty. Pokazują czas, jaki spędził w Carabancheles (dziś dzielnica Madrytu) z tzw. Domu Głuchego. Tu, w lipcu 1819 roku zaczyna się komiks. Kończy po paru latach w tym samym miejscu. Goya opuszcza wtedy Hiszpanię, by znaleźć spokojną przystań we Francji. To w Domu Głuchego powstają najmroczniejsze prace Goi, z „Saturnem pożerającym własne dzieci” na czele. Prace specyficzne, bo malowane na ścianach (!) domu.
Ale znów. Album „Goya. Saturnalia” nie jest zapisem tego, co działo się w Domu Głuchego. Dla Manuela Gutierreza to punkt wyjścia do własnej historii. Do swoistego eseju na temat Goi i jego dzieł. To punkt wyjścia do pokazania przygłuchego dziwaka, z własnymi przyzwyczajeniami, z (bez)zasadami. Człowieka pogrążonego we własnym świecie, w myślach, słyszącego głosy. Jednocześnie zafrapowanego tym, co dzieje się w kraju. A dzieje. Trwa wszak de facto wojna między liberałami a realistami, a dalsze rządy króla Ferdynanda VII wiszą na włosku. Goya – jako nadworny malarz – też może czuć się zagrożony… To też jeden z powodów, dla których zaczyna odreagowywać malując po ścianach.
Jest komiks też esejem na temat XIX-wiecznej Hiszpanii. Na temat monarchii i antymonarchistycznych ruchów. Jest esejem na temat wojny. Przede wszystkim jednak na temat sztuki. Autorzy wychodzą w przód. Pokazują jak Goya inspirował kolejnych. Jak jego twórczość wpływała na dokonania tych, którzy – nie chcę, by to źle zabrzmiało – podziwiali jego dzieła.
Dzieła Goi – co nie zaskakuje - okazały się być doskonałym materiałem do wywołania klimatu pod komiks. Dodatkowo swoje „dołożył” też Dom Głuchy. Nic więc dziwnego, że Manuel Romero posługuje się cytatami z Goi (np. "3 maja 1808 r.”, „Ferdynand VII w płaszczu królewskim”, czy „Sabat czarownic”. Ale też Diego Velazqueza, Pabla Picassa, Williama Blake’a, czy Käthe Kollwitz.
W komiks „Goya. Saturnalia” głównie „wejdą” miłośnicy Goi. Ale… Może też być tak, że stanie się furtką, by wejść w świat artysty i zostać w nim na dłużej. A warto.To też kolejny „malarski” komiks w katalogu Timofa – by wspomnieć albumy „Andy [Warhol]” Typexa, „Hieronim Bosch” Marcela Ruijtersa, „Pablo” Clémenta Oubrerie i Julie Birmant czy „Vincent i Van Gogh” Gradimira Smudji.
Jeśli będą kolejne, też biorę w ciemno.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
27.02.2025, 23:52 |