URATOWAĆ… JOKERA
Tego jeszcze nie było. Batman ratuje Jokera! Takim hasłem można reklamować komiks „Batman. Hush 2”. I nie ma w nim przesady. Gacek naprawdę wyciąga ze szponów śmierci swojego największego wroga.
Można jednak postawić pytanie: "Tylko po co?" Miałby Gacek przynajmniej jednego zakapiora w Gotham mniej. Mógłby skupić się na innych. Ale nie. Zasady nie pozwalają mu być obojętnym, gdy dzieje się krzywda. Tak, trochę drwię. Mógłby – powinien – mieć Batman na to wywalone. Ale czym byłaby seria bez Jokera?
No właśnie. Zadrwili więc sobie z niego raczej twórcy drugiej odsłony historii „Hush”. Historii – znanej też rzecz jasna w Polsce - która po latach nieoczekiwanie dostała ciąg dalszy. Za sprawą Jepha Loeba wraca w niej Hush właśnie. Dawny kumpel Batmana, który teraz znów próbuje zaprowadzić w Gotham chaos. A przy okazji w komiksie pojawia się cała masa postaci z batmanowego uniwersum, jak np. Batwomam, Catwoman, Robin, Talia, a nawet Bane. I wychodzi z tego niezła nawalanka wokół pytania: Batmanie! Dlaczego Jokera?
I ta nawalanka jest zaskoczeniem, zważywszy że przed chwilą wspomniałem nazwisko Jepha Loeba – scenarzysty takich komisów jak „Batman. Długie Halloween”, „Superman. Na cztery pory roku”, „Spiderman. Niebieski” czy „Daredevil. Żółty”. Czyli fabuł ponadsuperbohaterskich. Tu mamy klasyczną supebohaterszczyznę. Czyli komiks dla zatwardziałych batmanolubów. No ale może nawet Loeb musi sobie czasami pójść w lżejsze klimaty? W ową nawalankę wpisuje się za to Jim Lee. Rysownik, który potrafi rysować akcję superohaterszczyźnie. Co udowadniał i w „Batmanie”, i w „Supermanie”, i w „Punisherze”.
Zupełnie inny klimat ma okładka. To robota… Joanny Karpowicz. Nasza artystka weszła w mroczny klimat Mrocznego Rycerza, portretując go w wesołomiasteczkowej (wesołe miasteczko pojawia się wewnątrz) scenerii. Co tu dużo mówić. To mistrzowska praca malarki, która od lat zabiera nas na spotkania ze swoim „Anubisem” (kto nie widział powinien nadrobić zaległości). I – nie powiem – Karpowicz śmiało mogłaby „pocisnąć” w tej stylistyce jakąś mroczną opowieść o Batmanie.
Podsumowując. Mistrzowska okładka Joanny Karpowicz, dobra warstwa graficzna Jima Lee. Ale od Jepha Loeba wymagałoby się więcej. Szkoda.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
17.10.2026, 21:53 |