Moebius, Caza, Philippe Druillet – duch ich twórczości unosi się nad albumem „Terrea”. A stoi za nim portugalski twórca Ricardo Cabral.
Tytułowa Terrea to miasto pojawiające się w nowelkach składających się na album. Z jednej strony to miasto, które ma zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy zostali zmuszeni, by opuścić swoje ziemie i szukać lepszego miejsca do życia. W komiksowym tu i teraz. Z drugiej strony to miasto-legenda, które pojawia się w opowieściach z innej historii. Miasto, o którym się mówi, do którego ktoś i kiedyś zmierzał przez pustynię z nadzieją, że Terrea nagle się objawi. Nagle pojawi i otworzy swe bramy. Z trzeciej - to już tylko miejsce, które kiedyś Terreą było.
Terrea pojawia się w historii starego kapitana, który po latach znów rusza w stronę miasta. Jest w opowieści Lady Tyrii, która drogi do Terrei szuka. Pojawia się wtedy, gdy kapitan i jego ludzie to już zastygłe w drzewach postacie, rzucające złowrogie cienie. Choć złowrogimi cieniami w tym przypadku jest ktoś inny. To ktoś, kto „wpada” do Terrei i plądruje miasto, niszczy jego dziedzictwo i całą tradycję związaną z boginiami, legendami, wierzeniami…
No bo „Terrea” to uniwersalna opowieść „ubrana” w klimaty znane z dokonań twórców spod szyldu SF. To przypowieść (chciałoby się dodać - biblijna) o wędrówce przez pustynię do obiecanej ziemi. To przypowieść o dobrej bogini, która przygarnia pod swe skrzydła i demonach, które czynią wszystko, by uprzykrzyć życie. To przypowieść, pod którą można „podpiąć” to, co pamiętają nasi dziadkowie, rodzice i my. No bo Terrea to nie tylko miasto z komiksu Carbala. Terrea działa się i dzieje się cały czas dookoła nas, skrywając się wciąż pod coraz to nowszymi nazwami.
Graficznie – jak wspomniałem - „Terrea” Ricardo Carbala „siedzi” w tradycji europejskich komiksów SF. Zasadniczo to czarno-biała opowieść (wyjątkiem jest jeden z rozdziałów) zmieniająca się odrobinę z kolejnymi odsłonami. Początek to niego undergroundowa - „morfołacka” ;) (że nawiążę do Mateusza Skutnika) – kreska. Dalej „wchodzi” moebiusowski jeździec przez pustynię z wyłaniającymi się spod pisaku szkieletami. A później zaczyna się coraz dokładniejsze rysowanie miasta z jednoczesnym „odpływaniem” w wizjach i przypowieściach.
Dla tych, którzy zaczytywali się w klasykach europejskich.
|
autor recenzji:
Mamoń
27.07.2026, 14:06 |