„Asteriks u Belgów” zamykał pewną erę w dziejach serii. Był to ostatni album, do którego scenariusz napisał Rene Goscinny. „Wielki rów” otworzył nową erę. To pierwszy album, który – po śmierci przyjaciela – stworzył sam Albert Uderzo, do tej pory skupiający się jedynie na warstwie rysunkowej.
Pytaniem zasadniczym było, jak Uderzo poradzi sobie ze skomponowaniem fabuły? Do tej pory to Goscinny wymyślał gagi związane z wioską oraz te, które wynikały z wędrówek Asteriksa i Obeliksa po świecie. A później montował je w fabułę. Teraz na jego barkach spoczywać miała cała odpowiedzialność za serię. W „Wielkim rowie” Uderzo skorzystał z dwóch dużych inspiracji. Pierwsza to podzielona wioska. Druga – miłość dzieciaków przywódców podzielonych stron.
Pierwsza to Berlin, którego mur tym razem – jako rów – podzielił pewną galijską osadę (nie, nie tę o której wszyscy myślą). Druga - oczywiście „Romeo i Julia” Williama Szekspira. Zgodę między grupą Segregacjoniksa i Obrotniksa spróbują zaprowadzić nasi bohaterowie. A przy okazji na prostą sprowadzą zawiłe, miłosne losu pary, jaką próbują być Fanzyna i Komiks.
I to się udało. Uderzo – który przez lata podglądał Goscinnego – połączył te wątki dokładając to wszystko, z czego znana była do tej pory seria. Kreuje nowego intryganta – Paskudniksa. Korzysta z latających ryb. Pozwala sobie na to, by z Rzymian znów zrobić głupków. Pozwala też na odrobinę pojechanej magii a’la Guliwer (w sumie nie wiadomo po co, ale to jedyny scenariuszowy minus). A graficznie – niezmiennie Uderzo w doskonałej formie.
Nie taki diabeł był więc straszny… Asteriks popłynął daje po szerokich wodach już z jednym sternikiem.
W dodatkach do obecnej edycji tym razem poczytać możemy szerzej o Idefiksie, wydawnictwie założonym przez Uderzo czy Asteriksie w Czechach.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.