JAK TRWOGA? TO DO WIEDŹMY
„Skoro ty odebrałeś mi wszystko, ja odbiorę owieczki pasterzowi”. Te słowa pokazują konflikt, w jakim po latach pozostają bracia. Pierwszy z nich wszystko stracił przez wojnę. Drugi niby wiedzie spokojny żywot księdza w niewielkiej, górskiej osadzie. Pojawienie się w niej tego obcego - a jednocześnie przecież bliskiego – zmienia wszystko. Ci, którzy wiedli beztroski żywot nagle znajdują się w potrzasku.
Do niedawna spokojna, górska osada okazuje się być pułapką bez wyjścia. Zanim życie mieszkańców zmieni się w koszmar, pojawiają się znaki. Pojawiają się wilki. I trupy. A wtedy – wiadomo. Jak trwoga – to do wiedźmy. Do staruchy żyjącej pod jednym dachem z czarnym kozłem Barabaszem, przywołującym na myśl szatana. W tym przypadku to jednak ta, która powinna wzbudzać strach – i jej demoniczny pomocnik – są po jasnej stronie mocy. Demony siedzą gdzie indziej. I w innych głowach. W głowie człowieka w piekielnej, czerwonej masce, który „odbiera pasterzowi owieczki” oraz właśnie „pasterza”. W głowach braci, których poróżniły przed laty sprawy rodzinne. a później wojna…
„Potrzask” to studium przypadku. To studium małej, górskiej wioski, gdzie wszystko toczy się własnym rytmem. Gdzie nikt nikogo o nic nie pyta – w sensie, że nikt nie wnika w przeszłość – ale też i nikt nie próbuje drążyć współczesnych, trudnych spraw. Można rzec, wszystko toczy się tradycyjnie – na sytuacje, które mogą przynieść kłopoty, przymyka się oko, To też studium przypadku – patologicznej rodziny z apodyktycznym ojcem, który – po śmierci żony – zaczyna wykorzystywać młodszego z synów, przy biernej postawie starszego. Nałożenie na siebie tych dwóch sytuacji – za sprawą połączenia przeszłości i teraźniejszości dwoma postaciami tworzy „Potrzask”. Potrzask, w którym liczą się śmierć i narodziny.
Ów „Potrzask” to komiks, za którym stoi Osvaldo Medina. Portugalski twórca znany już w Polsce z dwóch niemych albumów „Kong the King” – doskonale wykorzystujących komiksową narrację iście filmowy sposób - tym razem serwuje już komiks z tekstem. Ale i on „buzuje” narracyjną energią. Słowo pojawia się, by ją spowolnić, zatrzymać czytelnika na wątkach z przeszłości, wyjaśnić teraźniejszość. Zasadniczo to jednak ten sam znakomity, komiksowy „gaduła” proponujący historię o rozrachunkach z nieprzepracowaną przeszłością. Choć w tym przypadku to rozrachunki mocno bolesne.
|
autor recenzji:
Mamoń
26.05.2026, 23:13 |