WYJŚĆ Z CIENIA
Historia Maszy to opowieść o walce z demonami, jakie siedzą w jej głowie. Z własnymi niedoskonałościami. I o tym, jak ważne w takich chwilach jest wsparcie. „Bez cienia mnie” Luizy Grabowskiej to zaskoczenie na komiksowym rynku, zważywszy na temat i autorkę.
Luiza Grabowska to bowiem debiutantka w Komiksowie. Wydany właśnie album był jej pracą dyplomową stworzoną w Pracowni Projektowania Gier i Komiksów pod bacznym okiem prof. Daniela Mizielińskiego (wcześniej mogliśmy przeczytać inne dyplomy z jego pracowni – jak „Nawet nas tu nie ma” Filipa Jędrzejewskiego czy „Rewolucyjny mechanizm, czyli po nitce do kłębka” Karola Mularczyka). Efektem jest liczący ponad 140 stron komiks o znacznym ciężarze gatunkowym. Na plansze trafił bowiem solidny bagaż życiowy, jakiego doświadczyła – mimo młodego wieku - bohaterka wykreowana przez autorkę, niejaka Masza. Dziewczyna, która ma „pod górkę” i w sferze prywatnej, i zawodowej. Jest – mówiąc kolokwialnie – w solidnym dołku i za bardzo nie wie, jak sobie z nim poradzić.
Do dnia, kiedy odkrywa, że obok jest przecież jej własny cień. Kompan, z którym można pogadać o wszystkim. Wyżalić się, zapytać o radę. Choć ten cień to tak naprawdę graficzny wytrych. W praktyce chodzi przecież o rozmowę z samym sobą. O przeanalizowanie tego, co siedzi w głowie. Zastanowienie się, co z tego tytułowego cienia można odwiesić na wieszak? Jakiej części balastu można się pozbyć, by iść dalej, do przodu? Choć nie jest to łatwe. Ważne jednak, by w chwili zwątpienia mieć kogoś, komu się ufa, z kim można pogadać…
Luizie Grabowskiej udało się stworzyć historię, w którą się wierzy. Historię, która graficznie też się ładnie broni. Całość ukryta jest w swoistym zmierzchu. Komiks został zrealizowany w odcieniach szarości (przypomina mi nieco „Lżejszą od własnego cienia” Kate Green). To zresztą pierwsza skala barw, gdy myślimy o historii poświęconej epizodowi depresyjnemu. Tu – w komiksie - epizodowi, po którym bohaterka ma szansę wyjść na prostą…
I nie chcę nic mówić, ale dzięki dojrzałości i scenariuszowej, i graficznej „Bez cienia mnie” sprawia, że Luiza Grabowska dostaje właśnie ode mnie ogromny kredyt zaufania. Nie zdziwię się też, jeśli za rok, na Komiksowej Warszawie znajdzie się w gronie najlepszych debiutantów. A może nawet i zgarnie OrientMena? Tego jej życzę. I niech zostanie w Komiksowie. Umie bowiem iść w komiksową obyczajówkę.
|
autor recenzji:
Mamoń
25.05.2026, 23:37 |