CZAROWNICE, BOROSTWORY I ZBÓJCERZE
Przed nami czwarty, pełnometrażowy album będący oficjalną kontynuacją kultowego „Kajka i Kokosza”. Jak wypada „Proces Jagi”?
Rzut oka na okładkę i widać, że bohaterką, która ma „pociągnąć” fabułę zostaje dobra czarownica Jaga. To jej ma się dostać od niejakiego Jędzołapa. Zakapiora napuszczonego na Mirmiłowo przez samych Zbójcerzy. I pewnie tak by się stało, gdyby nie to, że Jaga traci swoje zdolności do czarowania. Oto bowiem mijają cztery dekady od chwili, gdy je uzyskała. Nadchodzi więc czas, by „prawko” odnowiła. Na cel obiera więc sekretną miejscówkę, gdzie stanie do szeregu wyzwań. Ale Zbójcerze nie byliby sobą, gdyby nie zatruli jej życia. W tym celu posługują się Zmierzchnicą (i Zaćmiczką), które „biorą” zlecenie sowicie opłacone (dostając też w pakiecie Ofermę). A później… Dochodzą do tego jeszcze Borostwory, I parę innych baśniowych postaci…
I choć patent z Jagą, która traci zdolności rzucania czarów jest dobry do rozpisania wokół niego fabuły, to Maciej Kur (pisze scenariusze nowych odcinków „Kajka i Kokosza”) nie potrafi znów samemu się kontrolować. Dorzuca kolejne postacie, wprowadza je na chwilę (jak Jędzołap), multiplikuje wątki, do tego wszystko próbuje je cały czas dośmieszać. Jak to określiłem pisząc o „Powrocie Milusia” – jego ADHD znów zbyt mocno daje o sobie znać.
Sam Janusz Christa wypieprzyłby połowę wątków wymyślonych przez Kura, a z reszty, która by została, stworzyłby z trzy fabułki. Jedną o Zbójcerzach i Jędzołapie. Drugą o wyprawie Jagi po nowe „prawko czarów”. I trzecią – o kolejnej wycieczce Kajka i Kokosza do Krainy Borostworów. I w każdej z nich byłoby miejsce i na podgonienie akcji, i złapanie oddechu. A nie na 40 plansz z hakiem na ciągłym nakręceniu, W dodatku z dużą dawką baśniowości, która u Christy w takim natężeniu nigdy nie występowała. No bo jednak „Kajko i Kokosz” to było średniowiecze.
Graficznie? Sławomir Kiełbus (rysunki) trzyma się tego, co zaproponował na początku swojej kajko-i-kokoszowej drogi. Nie jest to więc dokładna kalka z Janusza Christy. Kalką nie jest też kolorystyka autorstwa Piotra Bednarczyka, momentami – jak dla mnie – zbyt jaskrawa, zbyt baśniowa.
I w sumie mam pewien postulat. A może – dajmy na to na próbę ;) – dać się zmierzyć z pełnowymiarowym „Kajkiem i Kokoszem” innemu scenarzyście? Może znalazłby się ktoś, kto byłby bliższy duchem Chriście? No chyba, że my, stare pryki wychowane na „Kajku i Kokoszu” nie mamy nic do gadania. No bo skoro „Nowe przygody” się sprzedają, bo co coś zmieniać?
|
autor recenzji:
Mamoń
01.06.2026, 22:38 |