Пу́тін – хуйло́
Krewni, byłe kochanki, kumple z dzieciństwa, byli kagiebiści, oligarchowie… Wszyscy to słupy. Słupy Putina. Dzięki nim dorobił się fortuny, rozkładając jednocześnie – i tak już rozłożoną – Rosję na łopatki. O tym, w jaki sposób Władimir Władimirowicz został tym, kim został, opowiada album „Fortuna Putina”.
Do tego, że Пу́тін to хуйло́ nie trzeba nikogo przekonywać. Jak jednak doszedł do pozycji, jaką ma dziś? Jak stało się, że oficer KGB pracujący w Niemieckiej Republice Demokratycznej został panem na Kremlu? Wariatem, który marzy, by panować nad kawałkiem świata… Po prostu xуйло́.
Komiks podzielony jest na trzy części: „Pewnego razu w Petersburgu”, „Pewnego razu w Moskwie” oraz „Pewnego razu w Imperium”. To kolejne etapy dochodzenia Putina do władzy. Od chwili, gdy zjeżdża z Drezna nad Newę i dokleja się do przyszłego mera Anatolija Sobczaka właściwie do dnia dzisiejszego. I choć już na początku ten swoisty pochód po władzę Rosjanie mogli zatrzymać – nieprawidłowości przecież dopatrzyła się komisja Mariny Sajle – nikt nie kiwnął palcem. A później zadziałał efekt kuli śnieżnej. I powstał ten, o którym można mówić jedynie xуйло́.
Całość jest niczym scenariusz filmu sensacyjnego. Mamy w komiksie pokazane niewiarygodne wręcz otoczenie Putina. To właściwie półświatek. Starzy znajomi teraz jawią się jako biznesmeni. Agenci KGB stają się patriotami. Do tego dochodzą układy ze Stassi jeszcze z NRD oraz gangi – jak Tambiwscy i Małyszewscy. Początkowo wszystko dzieje się na skalę Petersburga. Z czasem całość okazuje się być jednocześnie trampoliną. Do władzy.
Yvonnick Denoël – spec od szpiegów i śledztw – funduje czytelnikowi niewiarygodny wręcz obraz korupcyjnej Rosji. Odsłania mechanizmy, które pozwalają Putinowi szachować nawet przyjaciół na wypadek, gdyby nagle chcieli się od niego odwrócić. Sam Putin jest pokazany jak mafiozo. No bo to jest mafiozo… Mafiozo wykorzystujący swą pozycję, by pozbyć się niewygodnych przeciwników.
W komiksie ze szczegółami odtworzona jest rosyjska polityka (czytaj:gangsterski półświatek) przełomu XX i XXI wieku. Mamy więc oligarchów (jak Bieriezowski, Chodorowski, Abramowicz), mamy kontrkandydatów (jak Nawalny czy Niemcow), mamy zabójstwa (czy – jak próbuje się wmawiać – samobójstwa niewygodnych dla systemu) choćby Politkowskiej. Mamy też symboliczną scenę dojścia do władzy Putina, gdy Borys Jelcyn odpuszcza i schodzi ze sceny. Mamy pokazany upadek wolnych mediów. Mamy kolejne spółki zakładane na słupów oraz wymuszanie haraczy. Rosyjska polityka to bowiem mafia. I nikt tego nie ukrywa.
Szybko okazuje się, że putinowska mafia ma większe zakusy. Chce trwać przy władzy. Chce też kontrolować „okolicę”. I tak zaczyna się wojna w Czeczenii. Tak zaczynają się próby „ustawek” w Ukrainie, które kończą się aneksją Krymu a później pełnoskalową agresją. Ale Putin to też kontakty z Berlusconim, Schroederem, Orbanem, Trumpem, zwolennikami Brexitu. Wreszcie Putin to też fabryka internetowych trolli Prigożyna.
Mafijny klimat komiksu buduje koncepcja zaproponowana przez rysownika – to Gildas Java. Usadza „bohaterów” (no bo jacy to bohaterowie?) przy stołach, w dusznych gabinetach. Ściska i ich, i czytelnika, czyniąc go poniekąd uczestnikiem tych spotkań, narad, knuć. Posiadówek, z których „Władimir chce mieć tylko dobre wiadomości”. I ma. Bo tylko takie są mu przekazywane.
„Fortuna Putina” to bardzo mocny political nonfiction (choć chciałoby się napisać fiction). Dopełnieniem warstwy komiksowej jest swoiste dossier. A w nim m.in. „Galaktyka Putina”, „Układy w Europie” i obszerna bibliografia dla tych, ci chcieliby pogłębić temat. Choć i tak wiadomo, że Пу́тін – хуйло́.
|
autor recenzji:
Mamoń
20.05.2026, 20:01 |