DOOKOŁA ŚWIATA Z SUPERGIRL
W Hiszpanii zwiedza Prado. W Meksyku obserwuje przyjście Pierzastego Węża. W Turcji spotyka Jokera a w Katowicach schodzi pod ziemię. Supergirl to kolejna bohaterka DC, która wyrusza na wycieczkę dookoła świata.
Dziennikiem jej podróży jest antologia „Supergirl. Świat”. Jej założenie jest identyczne, jak przy poprzednich wydawnictwach spod tego szyldu, gdy na wyprawę wyruszali Batman, Joker oraz Superman. Twórcy z kilku państw tworzą własne opowieści – wariacje – wokół postaci, która gra pierwszoplanową rolę. Osadzają je przy tym w swoich światach. W Stanach Zjednoczonych, Włoszech, Hiszpanii, Argentynie, Meksyku, Kamerunie, Kolumbii czy Polsce.
Antologia pojawia się w momencie, gdy Supergirl ma swoje pięć minut. Bohaterka bryluje na ekranach kin. Nic więc dziwnego, że bryluje też na planszach albumu „Supergirl. Świat”. A dokładniej brylować próbuje. Nierówne to bowiem wydawnictwo. Ale – jak to z antologiami jest – trudno o równy poziom historyjek. Pierwszą grupę stanowią próby nawiązania do uniwersum, z którego bohaterka pochodzi. W tureckiej przygodzie pojawia się więc Joker, w serbskiej Lex Luthor a we francuskiej pies Krypto.
Druga grupa fabułki bazujące na wierzeniach i tradycjach. W polskiej odsłonie (scenariusz Anna Krztoń, rysunki Kasia Nie) trafiamy na katowicki Nikiszowiec, a dokładniej do kopalni, gdzie o przeżycie walczy grupka górników. Jedynym ratunkiem wydaje się być Supergirl, która przy okazji poznaje Skarbka i tradycje związane z Barbórką. W Kamerunie pojawia się Bgonnso – patronka ludu Nso. W Hiszpanii – prócz przeglądu arcydzieł z Prado – mamy legendę o czarownicy z góry La Maliciosa. W Meksyku rytuał przyjścia Pierzastego Węża z Chichen Itza. Do przeczytania.
Wreszcie trzecia grupa to historie najlepsze - godne odnotowania. W antologii - jak dla mnie - są takie trzy komiksy. Pierwsza to praca z USA o dziewczynce wystawionej przez ekipę z sąsiedztwa na pośmiewisko. I chyba wiadomo kto jej pomaga. Druga to Supergirl w Finlandii początku XX wieku, walcząca o równouprawnienie kobiet. I trzecia - z Włoch, gdzie Kara Zor-El w sandmanowskim stylu próbuje zrobić porządek w głowie.
Graficznie? Tu różnorodność jest znacznie większa. Mamy więc klasyczną superbohaterszczyznę (np. Serbia), europejską elegancję (np. Finlandia, Polska), cartoon (np. Niemcy) ale i alternatywę (Włochy). Jest tu też sporo inspiracji Dalekim Wschodem – na mangową nutę.
Ciekawostka.
|
autor recenzji:
Mamoń
02.07.2026, 12:07 |