LEK NA WSZYSTKO
Mateusz Skutnik już po raz dwunasty zabiera nas do świata swoich „Rewolucji”. Pod szyldem „Panaceum” kryje się opowieść o Witoldzie Pronobisie.
Pronobis to kolejny tęgi umysł przedstawiany na łamach serii. W jej najnowszym tomie autor proponuje opowieść o łowcy słów. Kolesiu, który zasiada przed Komisją Nadzoru Moralnego. Tłumaczy tam, jak to - niczym lepidopterolog z siatką na motyle - wyrusza w miasto, by wyłapywać… słowa. Wędruje po ulicach, targach. Zagląda do kawiarni, Z siatki „przerzuca” zdobycze do słoików. I tak przez dwadzieścia lat. Z nadzieją, że w końcu stworzy eliksir mowy.
W końcu udaje mu się i tworzy preparat „który zrewolucjonizował współczesną medycynę foniczną”. Na szali postawił jednak wszystko – z rodziną na czele. A dziś? Jako posiadacz fortuny staje się ofiarą rozgrywek członków wspomnianej Komisji. No bo do czego wykorzystać panaceum? Na rzecz kościoła? Nieśmiertelności? W wywiadzie? Pronobis ma tylko jedno marzenie z tym związane… To punkt wyjścia do ciągu dalszego tej historii, który nastąpi.
„Panaceum” to bowiem otwarcie nowej, dłuższej historii. Jak podaje sam autor ma to być trylogia, którą dopełnią tomy „Panoptykon” i „Panteoria”. Stałych (tudzież starych) fanów twórczości Mateusza Skutnika (moja ręka jest w górze) zapowiedź ta cieszy. „Rewolucje” to wszak jedna z oryginalniejszych serii komiksowych, jakie pojawiły się w polskim Komiksowie w XXI wieku. Ich początkiem był album „Parabola” wydany przez Egmont w roku 2004, czyli ponad dwie dekady (!) temu. Później autor zbierał nas na morze, pod śnieg czy w kosmos. A teraz znów proponuje nowe spojrzenie na świat wynalazków i wynalazców.
Kolejne tomy „Rewolucji” łączy tematyka. Ale kolejne tomy (czy grupki tomów) coś też różni. To styl Mateusza Skutnika. Po akwarelowym undergroundzie (w pierwszych albumach) i akwarelowym artyzmie (w kolejnych) „Panaceum” pokazuje nową odsłonę skutnikowych „Rewolucji”. To ciągle - i dobrze – malarski underground. Bardziej czysty, niż „rewolucyjny” początek, ale nie tak „elegancki” jak tomy „Na morzu” czy „We mgle”.
Nie wiem jak Państwu, ale mi „Rewolucji” brakowało. Dlatego dobrze, że - po latach - znów wracają.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
09.05.2026, 23:10 |