UFO NAD ITALIĄ
W zeszłym roku Kultura Gniewu zaproponowała nam „Mleczną drogę” KLIK, za którą – i jako scenarzysta, i rysownik - stał włoski twórca Miguel Vila. Teraz po autora sięga Timof i jego cisi wspólnicy, wydając „Latającą fortecę”. Tym razem Vila rysuje. Pisze Lorenzo Palloni.
Lato 1933. „Wczoraj na polach wokół Varese noc przeszył ryk. (…) i nie, to nie bomba, samolot. Może to ten nowy statek powietrzny Anglików, który OVRA monitoruje od miesięcy lub coś w tym stylu…”. Coś w tym stylu… Albo stylu kosmicznym. UFO? Kto go tam wie… Ktoś to widział w momencie upadku. Ktoś widział ofiary tytułowej latającej fortecy. Ten ktoś to Aurelio. Chłopak z wioski, który dociera na miejsce katastrofy z aparatem i uwiecznia to, co widzi na fotograficznej kliszy.
To, co widzi Aurelio nie jest na rękę Mussoliniemu i jego ludziom. Po co ludzie mają gadać, że władza ma „dziury w niebie” i nie radzi sobie z niecodziennymi zjawiskami? Po co pokazywać, że nie wie co robić w takich sytuacjach? Gdy pojawia się nie lada zagwostka, czy to Brytyjczycy, Niemcy, Amerykanie, a może… Kosmici? Zagadkę ma rozwikłać specjalna komisja – jest w niej pochodzący z Verogate w rejonie Varese niejaki Atillo. Przybywają na miejsce i zaczynają śledztwo. Zaczynają drążyć temat, podejmować próby otwarcia tajemniczej „fortecy”. Oczywiście wszystko zostaje objęte klauzulą „Ściśle tajne”. Miejscowi jednak wiedzą swoje. I wcale nie zamierzają ułatwiać śledztwa.
Miguel Vila ilustruje całość w stylu, jakim dał się już poznać w „Mlecznej drodze”. Są małe kadry budujące rytm narracyjny – im mniejsze, tym więcej się dzieje, tym szybciej płynie nam akcja, śledząc poszczególne obrazki. Znów układają się one w nieujarzmione, komponowane swobodnie plansze. Znów jest też ograniczona paleta barwna z dominującym różem – bo skoro wydobywa się z tego „czegoś” dlaczego miałoby być inaczej? A całość to swego rodzaju ligne claire we włoskim wykonaniu.
Tajemniczy wypadek pod Verogate to jedna z tych historii, o jakich słyszy się w kontekście Ameryki. Ale Włoch? To już kreacja Lorenzo Palloniego. Miksuje w fabule włoską prowincję z przybierającym na sile ruchem faszystowskim, antyfaszystowską „partyzantką” oraz kosmicznym szaleństwem. W komiksie jest miejsce na strach (no bo co to spada z nieba i zabija?), nadzieję (że faszyzm da się jeszcze zastopować), obawy (przed siłą większości), miłość (między bohaterami sobie tli, również w relacjach nieheteronormatywnych) ale i puszczanie oka do czytelnika (swoiste Man in Black). Po poskładaniu tych klocków Palloni proponuje miejscami mocno pojechany, miejscami poważny komiks łączący science fiction z realiami. Intrygujące.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
27.02.2026, 09:13 |