To już jedenasty tom serii „Detektyw mis Zbyś na tropie”. Serii, w której równie ważną rolę gra borsuk Mruk. A w tej odsłonie również znany czytelnikowi mały dinozaur Ząbek.
Maciej Jasiński tym razem wysyła naszych bohaterów na Marsa, gdzie lada moment ma startować turniej Galactic Open. Ktoś jednak sabotuje trwające przygotowania. Tym samym start Elizy Lwiątek (reprezentującej planetę Mars) oraz Merliny Rekinowej (w barwach Wenus) stoją pod znakiem zapytania. A na walkę między nimi liczą najbardziej miłośnicy tenisa - nieważne czy w ziemskiej, marsjańskiej czy wenusańskiej (przyjmijmy, że tak się to pisze) odmianie. I w sumie nie dziwię się scenarzyście. Kto, jeśli nie wykreowani przez niego bohaterowie, poradziłby sobie w rozwikłaniu tej zagadki? Nikt.
Zresztą Zbyś i Mruk czynią to już od dobrych paru lat. A seria z ich przygodami zaskarbiła serca młodych czytelników. Ilustrowana w prosty, elegancki sposób przez Piotra Nowackiego (z kolorami Tomasza Kaczkowskiego) cyklicznie pojawia się w czołówce plebiscytów, w których doceniane są komiksy dla najmłodszych odbiorców.
Przy okazji autorzy puszczają też oko do rodziców pociech zaczytujących się w „Misiu Zbysiu”. Przywołując komiksy, na których sami się wychowywali. W albumie „Gdy cię wita kosmita, a rakieta rozbita” pojawiają się odniesienia do „Gucia i Cezara” – serii poświęconej rakiecie – oraz kosmicznej książeczki Tytusa, Romka i A’tomka.
Do czytania na dwóch poziomach. Rozrywkowym dla młodszych. I sentymentalnym – dla starszych, którzy usiądą do lektury z młodszymi.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
31.12.2025, 21:41 |