W TEATRZE TAJEMNIC. WIZYTA TRZECIA
I znowu się udało. Kolejne trzy zagadki rozwiązane. Inaczej być nie mogło. Jednak sukcesy Sandmana w zwalczaniu przestępczości nie idą w parze z sukcesami na polu prywatnym.
„”Noc rzeźnika”, „Hourman” oraz „Pyton” to opowieści składające się na trzeci już opasły tom wydany pod szyldem „Sandman. Teatr Tajemnic”. Matt Wagner robi w nich dokładnie to samo, co w poprzednich tomach. Odtwarza klimat lat 30. XX wieku. Dzięki czemu jego „Sandman. Teatr Tajemnic” jest staroświecki, jak film w starym kinie. I jak w starym kinie są bohaterowie – wcielający się w role herosa Wesley Dodds, jego przyjaciółka Dian Belmont a także cale grono z jednej strony przedstawicieli wierchuszki – jak ekipa zebr opowieści „Hourman” czekająca na nowy, 1939 roku. Z drugiej po prostu przedstawicieli różnych warstw amerykańskiego społeczeństwa.
Społeczeństwa, w którym nie brakuje zakapiorów - bez nich Wagner nie poszedłby w kryminalny komiks. Życiowych pokrzywieńców, wariatów czy szukających zemsty superłotrów, jakich pokazuje. Jak ćwiartujący ofiary mieszkający w kanałach rzeźnik czy duszący – niczym ogromny wąż – muskulator. W fabule pojawiają się echa amerykańskiego kryzysu, pojawiają się biznesowy krętacze, ale są też zapowiedzi tego, co we wrześniu 1939 roku zacznie się w Europie. Jest też miłosna rozterka. Na ile bowiem Dian może zaufać Wesley’owi?
Klimat sandmanowego Teatru Tajemnic to też zasługa grafików, z którymi Wagner współpracuje. Znów pochwalę szczególnie Guy’a Davisa („Noc rzeźnika” i „Hourman”) za szkicową, „pikselową” krechę i oszczędne kolory. Ale i w pracy Warrena Pleece jest mnóstwo dobra – idącego w stronę cienia i wężowych wizji.
Dla fanów staroświeckich kryminałów rzecz obowiązkowa..
|
|
autor recenzji:
Mamoń
09.01.2026, 12:40 |