STUDIUM UPADKU
Album „Czasem” jest jak wino. Im starszy, tym bardziej się go docenia. Komiks z roku 2011 nie zestarzał się ani trochę. To świadczy o kunszcie scenarzysty Grzegorza Janusza i rysownika Marcina Podolca.
Grzegorz Janusz miał już wtedy ugruntowaną pozycję na komiksowym rynku. Miał za sobą współpracę z Krzysztofem Gawronkiewiczem („Przebiegłe dochodzenie Ottona i Watsona”), Jackiem Frąsiem („Tragedyja płocka”), Bereniką Kołomycką („Wykolejeniec”) czy Tomaszem Niewiadomskim („Ratman”). Inaczej było z Marcinem Podolcem. Na swym koncie miał wtedy jedynie - nie licząc szortów - albumowy debiut w postaci komiksu „Kapitan Sheer” do scenariusza Roberta Wyrzykowskiego. Historyjka o szczurach zbierała pozytywne opinie, chwalony był rysownik. Podolec wypływał wtedy. Dlatego wspólny album z Januszem był dla niego kolejnym krokiem do wejścia na głębsze komiksowe wody. Dla Janusza? Strzelam – też widział w Podolcu potencjał?
Scenarzysta zaproponował opowieść o… Upadku. Swoistym rozpadzie i rozkładzie. Adam wprowadza się właśnie z żoną do starego domu. A – wiadomo – stare domy uwielbiają mieć swoje tajemnice. Tak też jest i tym razem. Skrywa on kanciapę, w której czas po prostu zatrzymuje się. W której Adam może się skryć. Może schować i przesiadywać długie godziny, gdy tymczasem czas (nomen omen) na zewnątrz w ogóle nie płynie. Może więc oddawać się nicnierobieniu, siedzeniu, rozpasaniu się a jednocześnie rozkładaniu. I upadaniu. W swojej własnej pustelni, na swojej bezludnej wyspie nikt mu niczego nie może nakazać. Nikt do niczego nie może go przymusić. Tu sam sobie jest panem, żeglarzem i okrętem. A że dryfującym na manowce?
A rysownik w historię tę „wszedł”. Po „Kapitanie Sheerze” – którym rządziły prawa jednoplanszówek ze zwierzęcymi bohaterami – podjął się realistycznego rysunku. Ale niezwykle poetyckiego. Z lekkością kreski, delikatnością, symbolizmem. Trochę w klimacie tego, co w połowie lat 90. XX wieku w „Ósmej czarze” zrobił Prosiak. Ale i w klimacie, który w kolejnych komiksach – jak „Fugazi Music Club”, „Dym” czy „Morze po kolana” – rozwinął do swojego, własnego, podolcowego stylu.
Co ważne. Komiks, który ukazał się pierwszy raz w roku 2011 (i do tej pory nie miał wznowienia) ciągle się broni. Trudno szukać dziury w całym i w przypadku Janusza, i Podolca. Panowie, czapki z głów.
P.S.I tylko dziw bierze, że to dopiero drugie wydanie tego dzieła...
|
|
autor recenzji:
Mamoń
14.11.2025, 23:22 |