POZDROWIENIA OD SZALEŃCÓW Z WOODBURY
To, co najgorsze w amerykańskiej prowincji wypływa na wierzch w kolejnej odsłonie „Żywych Trupów”. Serii, którą od niedawna na nowo przypomina wydawnictwo Taurus Media. A my – na WAK – też na nowo odkrywamy cykl Roberta Kirkmana.
W piątym tomie serii zatytułowanym „Najlepsza obrona” część dobrze już nam znanych bohaterów opuszcza mury więzienia. Trop wiedzie za spadającym helikopterem zauważonym na niebie. Każdy ślad z zewnątrz to wszak nadzieja na ratunek. Ale nie u Kirkmana. Wyprawa tropem śmigłowca zamienia się w koszmar, w którym uczestniczą Rick, Glenn i Michonne. Maszynę znajdują. Ale wędrując dalej, po śladach – czując na plecach oddech wędrujących za nimi żywych trupów (no bo jak możne o nich zapomnieć – trafiają do mieściny Woodbury. Przed końcem znanego im świata mieszkały w niej 1102 osoby. Dziś kilka przecznic ekipa dowodzona przez niejakiego Gubernatora zamieniła w niewielki fort, w którym chroni się przed trupami.
Kirkman wykorzystuje ten tom na pokazanie najgorszej twarzy amerykańskiej prowincji. Pokazuje popapranego przywódcę, który trzęsie niewielką społecznością, „wykrzywioną” przez chore pomysły rodzące się w jego popieprzonej głowie (no bo nie może być normalnym ktoś, kto kolekcjonuje odcięte… głowy). Stąd walki „gladiatorów” na typowej, amerykańskiej arenie baseballowej. Stąd ciągła agresja, stąd przemoc, której doświadczają nasi argonauci. Porównania używam nie bez kozery. Wyprawy w poszukiwaniu normalności mają w sobie coś z mitów, tylko przełożonych na postapo w amerykańskich warunkach.
Wyjście z akcją poza więzienie musiało nastąpić. Duszne przestrzenie były dobre, by trochę postraszyć czającymi się w zakamarkach truposzami. „Najlepsza obroną” z kolei Kirkman pokazuje, że to wcale nie trupy stanowią największe zagrożenie. Zło czai się raczej w tych, którzy rozrzuceni są po okolicach Atlanty.
A to nie koniec.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
24.11.2025, 21:53 |