I POMASZEROWAŁ DALEJ…
W poprzednim tomiku był na „Rozdrożach”. W tym – to „Zielony smok” – z rozdroży schodzi. Nie oznacza to jednak, że droga Usagiego Yoimbo (i wędrującego z nim kuzyna Yamamoto Yukichiego) wyprostowała się.
Tym razem fabuła opiera się na przypadkowych spotkaniach. W historyjce „Opowieść o duchach” spotykają młodą dziewczynę, którą – z jakiegoś powodu – próbują zabić grupa zbirów. W fabule pojawia się przypowieść o pięknej Midori, która została zabita, gdy wdała się w romans z pracodawcą a efektem tego romansu miało być dziecko. Pojawiają się też duchy. Wszak duchów nigdy dość.
Podobnie jak zdradliwych współpracowników – jak ten z historii „Długa droga” – który wystawia swego pana wedrującego z tajemniczym „Zielonym smokiem”. Cenną jadeitową figurką, na której zależy kilku osobom (powiedzmy, że osobom – wszak to Usagi, gdzie mamy wszelakie zwierzaki) i klanom. Głowa Usagiego - i Yamamoto – w tym, by w ostatniej, tytułowej historii dotarł pod adres przeznaczenia. Ale – Sakai nie byłby sobą, gdyby nie zamieszał – czy na pewno Zielony smok jest tu najważniejszy?
Co z tego wynika? Ano znów Sakai nie byłby sobą, gdyby zostawił nas z zamkniętą historią. The Show Must Go One. Co wcale nie jest zarzutem. „Usagi Yojimbo” to przecież czytadło. To przecież komiks, którego bohater ciągle jest w drodze. Drodze, na której końcu – przynajmniej na tym etapie – znów będzie Jei. W „Zielonym smoku” znów tylko się objawia. Ale wróci na dłużej. Takie cholery przecież zawsze wracają.
Dla usagomaniaków.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
08.12.2025, 14:30 |