WAMPIR KONTRA BIUROKRACJA
Jest rok 1921. Do nienazwanego zamku w Karpatach (to Poenari, czy może jednak Bran?) dociera Otto von Tropp z działu egzekucji i konfiskat Sądu Administracyjnego Republiki Austrii. Vladowi Drakuli próbuje dostarczyć decyzję z 13 maja 1918 roku odnoszącą się do tego, że obywatel ów poszukiwany jest od 1462 roku. Najważniejsze co ma się zadziać – konfiskata domu. Sęk jednak w tym, że miły, starszy pan zamieszkujący na zamku (to Poienari, czy może jednak Bran?) utrzymuje, że zwie się Drakulič. Vaclav Drakulič a nie jakiś Drakula.
By wyjaśnić pomyłkę jak ten „kolejny gość z gór” schodzi do cywilizacji i rusza do Wiednia. Do pokoju 777 i urzędnika A. von Helsinga. Urzędnika, który ma jeden cel. Unicestwić wszystkie wampiry z Europuy Środkowej. I choć w Europie tej zaszły zmiany – nie ma już cesarstwa a np. Olmütz to teraz Olomouc (po naszemu Ołomuniec) – on zdaje się tkwić w poprzedniej epoce. Zresztą nie tylko on, ale cała wiedeńska administracja, gdzie próba wyjaśnienia czegokolwiek kończy się iście kafkowskim, urzędniczym surrealizmem. By z niego się wyrwać konieczne jest przesunięcie pstryczka w głowie, by odblokować pierwotne, dawno schowane instynkty.
„Vaclav Drakulič jedzie do urzędu” to komiksowa forma czegoś, co świetnie sprawdziłoby się jako animacja. Taka „elegancka”, w starym stylu. Henryk (czyli Bartek Glaza) filmowo rozrysował prostą fabułę – stoją za nią on i Jan Mazur- na kadry i plansze robiąc storyboard. Finalnie sznyt graficzny historii nadał Mikołaj Ratka. Czy trzeba ich przedstawić? Dla przypomnienia. Henryk to autor albumu „Tylko spokojnie”. Mazur – patyczkowych komiksów „Tam, gdzie rosną mirabelki” czy „Koniec świata w Makowicach” zaś Ratka zaangażowany był np. w antologie „Ostatnie drzewo” czy „Niczego sobie. Komiksy o mieście Gliwice”.
Odpowiedzi na pytanie, czy lepszy komiks, czy gdybanie o animacji jest jak to, czy to Poienari, czy Bran? :) Na razie mamy komiks taki "elegancki", w starym stylu...
|
|
autor recenzji:
Mamoń
07.10.2025, 23:49 |