TAJEMNICE BAREBACK MOUNTAIN I DANDELION VALLEY (ALBO: PRAWDZIWA MIŁOŚĆ)
Trzy lata temu dostaliśmy genialny album „Lucky Luke. Na siodełku” autorstwa Mawila. Teraz mamy kolejny luckyluke’owy tribute stworzony przez niemieckiego komiksiarza. Tym razem komiks o kowboju, który strzela szybciej od własnego cienia, proponuje Ralf König.
Niektórzy mogą pamiętać Ralfa Königa z wydanego przed laty przez Abiekt albumu „Konrad i Paul”. Był to zapis codzienności pokazywanej przez pryzmat pary gejów. König bowiem w swych pracach porusza kwestie społeczności LGBT oraz równouprawnienia, niezależnie od orientacji seksualnej. W swoim Lucky Luke’u nie omija wątków gejowskich i lesbijskich.
Lucky Luke’a wspomina Bud. Koleś, któremu kiedyś nasz dzielny kowboj pomógł wyjść na prostą, wyjść z cienia, dokonać swoistego coming outu i zawalczyć o prawdziwą miłość. O swojego Terry’ego, z którym teraz hoduje sobie spokojnie – na amerykańskiej ziemi - szwajcarskie krowy dające najlepsze mleko do produkcji czekolad. Obok dzieje się inny coming out, którego - na kartach komiksu – dokonuje sama Calamity Jane. Nie dość, że spotyka się z kobietą, to jeszcze z Indianką – Sitting Butch.
Ralf König robi Lucky Luke’a po swojemu. Na własnych zasadach, przełamując tabu. Pokazuje naprawdę kolorową społeczność kontynentu amerykańskiego. I to nie tylko biało- i czerwonoskórych, ale też tęczową grupę obecną przecież i na Dzikim Zachodzie. I tu dopowiada fakty, których nie znajdziecie na planszach serii oficjalnej. Ale jednocześnie König tworzy komiks humorystyczny, w duchu tego, co proponowali Morris i Goscinny a później ich następcy.
Czyli pełną dowcipu opowieść o kolejnym zadaniu, jakie łapie Lucky Luke. A tym razem ma to być przepędzenie filetowych (od podróży) krów wprost z alpejskich łąk do Dandelion Valley – zielonej doliny – gdzie trawa soczysta wpływać będzie na wytwarzane przez nie mleko. Mleko, z którego czekolady według recept niejakiego Alfonza Sprüngli mają podbić Amerykę!
Amerykę, gdzie – w wersji Königa – jest też miejsce na Daltonow, Indian, kowbojów (w tym kowbojów homofobów), szaleńców pokroju Psych O’Fana kolekcjonującego autografy nawet na listach gończych. Ale też kolesia, który podsuwa Daltonom kolejny patent jak pozbyć się Lucky Luke’a. Co powiecie o sposobie „na miałtograf” w jednym z komiksów?
„Lucky Luke’a” autorstwa Ralfa Königa nie trzeba się bać. „Chocoboys” to tak naprawdę jeden z najlepszych komiksów z tym bohaterem, bijący na głowę wiele produkcji, jakie nastały po epoce Morrisa i Goscinnego. No i kolejny – po wspomnianym albumie Mawila – dowód, że z Lucky Luke’a da się jeszcze coś dobrego wycisnąć.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
28.11.2025, 21:52 |