ZACZĘŁO SIĘ NAD CZEREMOSZEM…
To swego rodzaju próba poznania dziadka. Ale też próba ułożenia sobie w głowie trudnych relacji rodzinnych, które ciągną się po dziadku. „Życie Kola” Jakuba Jaskółkowskiego to też komiks, który – na przykładzie Mikołaja Jaskółkowskiego - pokazuje losy mieszkańców Pokucia. Od czasów, gdy było częścią cesarstwa Habsburgów do lat, gdy po II wojnie światowej musieli szukać nowego miejsca do życia.
Autor nie znał dziadka. Coś jednak pociągnęło go do tego, by spróbować go poznać i zrozumieć. Możliwe to było wyłącznie dzięki opowieściom bliskich. By lepiej je zrozumieć, odwiedził też miejsca, o których we wspomnieniach słyszał. Tak poskładał historię dziadka. Historię, która zaczyna się na Pokuciu – w wiosce Kobaki – a dalej przez Kuty, Kołomyję, Słobódkę Leśną prowadzi aż do Drezna, by po wojnie skierować ją – przez Łambinowice i Kowalskie - na tory do Redy. Historię sieroty (matka zmarła, ojciec go odrzucił) o trudnym - mówiąc delikatnie - charakterze. Kresowiaka (nie lubię tego słowa), który zmuszony jest do ciągłych poszukiwań. Zarówno swego miejsca i na ziemi, i u boku kobiety. Człowieka nieszczęśliwego, wykorzystywanego i wrabianego.
Jednocześnie człowieka, którego dzieje pokazują losy wielu osób, które na skutek wojen i nowego porządku świata musiały opuścić swój dom, by szukać nowego. Opowiadaniem o nim autor odtwarza nieistniejący już świat dawnego Pokucia, z mieszanką narodowościową i religijną. Odtwarza zmieniające się relacje między Polakami, Ukraińcami, Żydami, Rosjanami, Austriakami, Niemcami. I – co ważne – Jaskółkowski ma pomysł na odtworzenie i losów dziadka, i zmian zachodzących na przestrzeni dekad. Narratorem czyni Mikołaja – Kolę z tytułu (dla niewtajemniczonych, to zdrobnienie imienia). Jemu daje możliwość niejako wytłumaczenia się ze swoich zachowań. I pewnie musiało to autora kosztować sporo wysiłku, by zasłyszane opowieści poukładać chronologicznie, w logiczną całość (wiadomo, jak opowiadają ciocie, wujkowie, rodzice), bez wybielania zachowań dziadka. Ale opłaciło się. Album „Życie Kola” –mimo ciężaru opowieści - płynie, zabierając nas w kolejne etapy podróży Koli.
Bardzo ciekawy debiut. Bardzo ciekawe podejście do historii. I rodzinnej, i tej w szerszym kontekście, stanowiącej tło dla opowieści.
Zastanawia mnie tylko forma tytułu – „Życie Kola”. Przecież Kolę – przynajmniej u mnie, na Podlasiu – odmieniamy: Kola/Koli/Koli/Kolę/Kolą/Koli/Kolo.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
31.08.2025, 23:20 |