Nowe „Amerykańskie mity” to w aktualnej sytuacji geopolitycznej hasło niezbyt nośne, przynajmniej dla części czytelników. Na szczęście jednak seria G.Johnsa o „Bezimiennych” wolna jest od naleciałości politycznych. Nie pozostaje więc nic innego jak cieszyć się tą znakomitą serią, która zapewnia mnóstwo bardzo intensywnej zabawy, szczególnie dla fanów popkulturowych koktajli.
Głównym bohaterem nowego cyklu jest Simon Pure, żołnierz brytyjski, którego poznajemy podczas amerykańskiej wojny o niepodległość, czyli w drugiej połowie XVIII wieku. Tylko z początku wszystko wygląda zwyczajnie. Strona po stronie, jesteśmy wrzuceni w kolejną szaloną jazdę bez trzymanki, w której np. George Washington ukazany jest nie tylko jako wódz walki niepodległościowej, ale przede wszystkim jako nieśmiertelny mag (!). A nasz bohater, stojąc po drugiej stronie barykady, z powodu szczęśliwego (czy aby na pewno?) zbiegu okoliczności staje się również jednym z Nieśmiertelnych. Karuzela nabiera tempa i zabawa związana z poznawaniem dalszych losów niesfornego Brytyjczyka staje się bardzo satysfakcjonująca.
Umiejętne żonglowanie znanymi i często zgranymi, wydawałoby się do granic możliwości, atutami staje się dla mnie znakiem rozpoznawczym G.Johnsa, bo robi to po prostu w sposób znakomity. Co z tego, że znamy klisze, które prezentuje nam autor, skoro poukładane są w sposób bezkompromisowy i dający czytelnikowi mnóstwo radochy.
Wizualnie, choć doszło do zmiany na stołku głównego artysty, jest równie dobrze, co we wcześniejszych komiksach o „Bezimiennych”. Bardzo przyjemna, atrakcyjna szata graficzna idealnie sprawdza się w tego typu historii, która ma przede wszystkim stanowić dobrą zabawę dla czytelnika.
Jeśli znacie już świat „Amerykańskich mitów” nie muszę Was do niego zachęcać. Jeśli jeszcze nie poznaliście, a cenicie sobie dobrze skrojoną rozrywkę, to zdecydowanie wejdźcie w to uniwersum, bo na pewno nie będziecie żałować. A takie motywy jak ten z Albertem Einsteinem pozostaną z wami na długo i dadzą poczucie, że obcowaliście z niegłupią rozrywką.
|
autor recenzji:
komiksowy.web
02.03.2026, 15:32 |