DUM-DUM-DUM-DUM-DUM
Na początku były dwie fotografie z 1917 roku. Pierwsza przedstawia Kazimierza Wojciechowskiego, który walczył o Polskę. Druga grób jego brata – Stanisława Wojciechowskiego, który zginął w Armii Pruskiej. Zaispirowały Łukasza Wojciechowskiego – Kazimierz był jego pradziadkiem - do tego, by stworzyć alternatywną opowieść o swoich przodkach. Bez sentymentalnych, rodzinnych wzruszeń.
Dokładniej stworzył alternatywną opowieść o Stanisławie, który nie ginie w 1917 roku, ale po wojnie trafia do Berlina, a tam podejmuje pracę jako kreślarz. Do Berlina, którego mieszkańcy muszą sobie jeszcze poukładać w głowach to, co niedawno się zakończyło. Wojnę poukładać musi sobie też Stanisław, a dokładniej – bo pod takim imieniem występuje – Stan. Pokiereszowana przez machinę wojenną głowa daje osobie znać najmniej spodziewanych momentach, przywołując traumatyczne wspomnienia. Jak te, związane z pociskiem Dum-Dum…
Jak wspomniałem, „Dum-Dum”- czyli komiks o Stanie Wojciechowskim – to opowieść alternatywna. Poskładana jednak – o czym wspomina autor – z różnych opowieści jego dziadka, Celestyna. Dlatego choć niewiarygodna, kto da rękę, że nie mogłoby tak być? Historii Stana – chłopaka spod Poznania, który trafia do Berlina – „słucha” się tak, jakby była to opowieść dziadka, który siada z wnukiem i zaczyna wspominać. I wnuk mu wierzy. Tak samo jest z czytelnikiem. Czytelnik wierzy Wojciechowskiemu. Łukaszowi Wojciechowskiemu.
Tym bardziej, że Berlin po I wojnie światowej to miasto-samograj, które dostarcza odpowiednich teł do fabuły. Berlin kipi energią (do faszystowskiej zgnilizny jeszcze trochę czasu zostaje), kipi sztuką. Kipi też nowoczesnością w architekturze. No bo przecież to był czas modernizmu, czas Bauhausu.
I właśnie ducha Bauhausu pełno jest w warstwie graficznej komiksu. To, co robi Wojciechowski, to swoisty komiksowo-architektoniczny eksperyment. Do tworzenia plansz używa bowiem… programu Auto-CAD wykorzystywanego przez architektów i inżynierów przy pracy nad projektami. Z własnego doświadczenia pamiętam, że wygodne to narzędzie projektowe. Ale by tworzyć w nim komiksy? Tu potrzebne jest modernistyczne podejście do materii!
„Dum-Dum” to album wychodzący ponad komiksowo. I to wcale nie eksperyment, ale podany z pełną świadomością graficzny majstersztyk (już widzę te głosy oburzenia…) nawiązujący to światowej sztuki 20-lecia międzywojennego.
I – nie powiem – ciekawi mnie, jak Wojciechowski wypadłby w kolorze, gdyby spróbował na plansze nanieść trochę bauhausowych barw…
|
|
autor recenzji:
Mamoń
13.07.2025, 23:45 |