MILKY WAY
Matka karmiąca z okładki „Mlecznej drogi” wcale nie jest miłą kobietą. Nie jest to też komiks o urokach macierzyństwa. Choć mleko – z kobiecych piersi - pojawia się tu. Jednak w innym kontekście.
To komiks o seksualności, ale też wizjach i szalonych potrzebach związanych z męsko-damskimi zbliżeniami. Kiedy między Marco i Stellą coś zaczyna się psuć w ich życiu pojawia się Lulu. Dziewczyna z okładki. Stella zaczyna opiekować się jej dzieckiem. W przypadku Marco sprawy idą dalej. Dochodzi do ostrych zbliżeń, do sytuacji, w których kochankowie przełamują tabu. I wchodzą na bardziej hardkorowy poziom łóżkowych uniesień. Pojawia się mleko (zresztą nie tylko mleko…). Pojawia się wyuzdanie i porno. Jakże inne to zbliżenia, niż próby jakich podejmują się Stella i Marco…
„Mleczna droga” to komiks o potrzebach. Tych najbardziej skrywanych, tłumionych w sobie. Tych, które uderzają w łeb i wybijają w najmniej spodziewanym momencie. Ale też komiks o uzależnieniu (od siebie w parze), obsesji (na punkcie kogoś, kto jest obok) – i potrzebie odskoczni (jak by nie była ona rozumiana). Ale to też komiks dla wielu mocno pojechany pod kątem seksualności. Chociaż… Czy powinniśmy oceniać tę sferę? Daleki jestem od tego.
Przede wszystkim „Mleczna droga” to dobrze zbudowana i opowiedziana obyczajówka o związku. Czy też związkach. O relacji, która nie ma przyszłości. Czy też o relacjach (raz Stella-Marco, raz Lulu-Marco), które nie mają przyszłości. Ale relacjach, do którach jakaś chemiczność pcha poszczególne postacie tej… No właśnie. Komedii? dramatu? Granica jest tak płynna, że mamy po trosze i komedii, i dramatu.
„Mleczna droga” to premierowa w Polsce publikacja włoskiego autora Miguela Vili. Gdybym miał go porównać do kogoś, z kim mieliśmy już styczność, umieszczałbym go w okolicach dwóch innych artystów. Pierwszy to Nick Drnaso. Drugi to Daniel Clowes. Jeśli więc… Zresztą sami wiecie.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
17.07.2025, 23:06 |