W maju tego roku, na zakończenie mojej opinii na temat tomu pierwszego pisałem, że jestem bardzo ciekawy, czy autorowi uda się unieść moje oczekiwania względem kontynuacji.
Niestety tom drugi nie przyniósł mi tyle satysfakcji co jego poprzednik. Najprościej rzecz ujmując, nie spodobał mi się kierunek, w którym autor pokierował swoją opowieść. Odczuwałem brak tej świeżości, tych zaskoczeń, które tak skutecznie pchały w pierwszym tomie historię do przodu. Patrząc chłodnym okiem na tom drugi można stwierdzić, że jego treść bardzo mocno skupia się wokół zwaśnionych superbohaterskich postaci. I właśnie ta superbohaterszczyzna wyraźnie przyćmiewa inne, bardziej przyziemne wątki. A to chyba właśnie wątki opowiadające o zwykłym, szarym życiu Crossjacka, stanowiły o sile tej historii w pierwszym tomie. A może po prostu autor musiał ubrać ten komiks w bardziej trykociarski sztafaż, bo takie były wymogi rynku. Trudno mi w tej kwestii wyrokować, ale dla mnie niestety typowego „rajtuziarstwa” w tomie drugim jest zdecydowanie za dużo względem innych motywów.
Graficznie ten album nie odstaje w żadnej mierze od tomu pierwszego. Jeśli odpowiadał Wam specyficzny zabieg, polegający na tym, że charakter graficzny prezentowania zwykłego życia głównego bohatera jest zdecydowanie odmienny od sposobu w jaki ukazano przygody zaangażowanych w tę historię superbohaterów, to tu nie napotkacie żadnych niespodzianek.
Nie mam, pomimo moich narzekań, wątpliwości, że seria „Local Man” skierowana jest do czytelnika dojrzałego, szukającego nieoczywistych superbohaterskich historii. Nawet jeśli nie będziecie się zachwycać tą opowieścią, to jednak na pewno będzie Wam towarzyszyć uczucie obcowania z nieprzeciętnym komiksem. A ja z perspektywy zakończonej lektury mogę jedynie poradzić abyście przeczytali oba tomy, jeden po drugim, bez przerwy między nimi. Może wówczas odbiór całości będzie lepszy, niż miało to miejsce w moim przypadku.
|
autor recenzji:
komiksowy.web
12.11.2025, 15:54 |