GDZIE LEX LUTHOR NIE MOŻE…
…tam Godzillę pośle. A jeszcze lepiej całą brygadę potworów. Po to, by kolejny raz spróbować wziąć górę nad Ligą Sprawiedliwości. Choć efekt jest z góry przesądzony i tak.
Z tą brygadą potworów nie przesadzam. Godzilla to początek monstrualnych przeciwników, z którymi przyjdzie się zmierzyć tym dobrym – jak Superman, Shazam, Batman (z przyległościami), Wonder Woman, Green Arow, Flash, Aquaman czy cały korpus Green Lantern. Każda z bestii pojawia się w innym kawałku uniwersum DC. Najbardziej nie w porę (i nie w miejsce) objawia się Godzilla. No bo przecież nie co dzień Clark „Superman” Kent próbuje oświadczyć się na romantycznej kolacji Lois Lane…
Pojawienie się potworów – to też Behemoth, Scylla, Camazotz i Kong (z czasem przechodzi na jasną stronę mocy) – oznacza jedno. Solidną napierdzielankę, w której herosi dwoją się i troją, by pokazać, że rzeczywiście są gotowi do bronienia świata przed złem wszelakim. Wpuszczenie na karty Ligi Sprawiedliwości takich potworów oznacza drugie – granicę napierdzielanki można jeszcze bardziej nagiąć.
I ja – ten, który nie jest regularnym czytaczem amerykańszczyzny wszelakiej – po tego typu eksperymenty chętnie sięgam. Komiks „Liga Sprawiedliwości kontra Godzilla kontra Kong” (sic!) to przykład odchyłu na maxa. Odrealnienia na maxa i tak przecież już odrealnionych perypetii DC herosów. To komiks, który lokuje się obok innych crossoverów – jak wspólne wybryki Batmana i Żółwi Ninja czy Batmana i Sędziego Dreeda.
Scenariusz Brian Buccellato (rysunki i tusz to dziełko Christiana Duce i Toma Derenicka) zrealizował z rozmachem, dając ponapierdzielać się herosom z potworami. I – nie powiem – to wręcz wymarzony materiał na kinowy film. Taki odmóżdżacz. Ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Dla tych, którzy amerykańszczyznę lubią traktować z przymrużeniem oka. Choć finał jest mocno poważny.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
26.07.2025, 23:45 |