BARAŃKO. KONTYNUACJE
Przed nami dwie kontynuacje od Igora Barańko. Ukraiński komiksiarz proponuje drugą odsłonę „Klątwy Amby” oraz trzecie spotkanie z „Wdówką”.
Pierwszy z komiksów to kontynuacja komiksowej opowieści opartej na poemacie „Mahabharata”. Barańko dalej „odsłania” nam kolejne, hindusityczne karty dotyczące pięknej Amby – córki króla Kaszi. A dokładniej odsłania je Wjasia Dwajpajana, którego Barańko uczynił narratorem. Znów mamy więc hinduskich bogów – jak bogini świętej rzeki Ganga, bóg wody Waruno, król niebios Indra. Przede wszystkim jednak to opowieść o Bhiszmie. Ukaranym bogu, synu Gangi, który staje do walki z Paraśurmą. Walki, która ma być walką honorową. Do końca.
Komiksowa „Mahabharata” w wykonaniu Barańki została zakomponowana z rozmachem tak, by oddać klimat jednego z najważniejszych dzieł nie tylko religijnych, ale też kultury Indii. Barańko – wydawać by się mogło – rzucił się na głębokie wody (np. Gangesu), ale z potyczki z materią literatury przełożonej na język komiksu wychodzi jako zwycięzca. I jest w stanie „wkręcić” w świat kultury i religii hinduskiej nawet tych, którzy są z nią na bakier tworząc po prostu bardzo dobry komiks. Bez przynudzania.
Podobnie jest z „Wdówką”. I choć to już inna bajka – bo bardziej słowiańska. Bardziej ukraińska. Kontynuuje w niej historię Ignacego Rybokonia z Kozackiego Stanu, który trafia do Wczorajszego Chutoru. Osady, gdzie poznaje tytułową wdówkę – Oksanę Owad, z którą próbuje rozwikłać zagadkę Iwana Młynarza. I robi się coraz ciekawiej, gdy Rybokoń (jego herb miał stworzyć sam Hieronymus Bosch :) spotyka swego starego kompana z kampanii przeciwko Moskwie. Kompana,któremu blisko i do Radziwiłłów, i do Ostrogskich, i do Wiśniowieckich.
I nie wiadomo jak zakończy się ten wątek, bo Barańko – tradycyjnie – zamyka zeszyt. Wcześniej oczywiście trochę wodzi nas za nos (też dosłownie, podsuwając „sławojkowy” wątek) po Wczorajszym Chutorze, gdzie jest miejsce i na miłosne uniesienia, i na zbrodnie, i na urwany film...
Barańko i w jednym, i w drugim projekcie czuje się niczym ryba (by nie rzec Rybokoń) w wodzie. Podziwiam za równoległe ich prowadzenie. Bo – mimo wszystko – rozstrzał jest niezły. Gdzie Indie, gdzie Ukraina. Ale co tam – dla takich komiksowych szaleńców jak Barańko nie ma rzeczy niemożliwych.
P.S. Choć „Wdówka” mogłaby dostać na koniec wydanie zbiorcze. Myślę, że fani i Igora Barańko, i Ukrainy nie pogniewaliby się.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
07.07.2025, 23:46 |