W POSZUKIWANIU PTAKA CZASU. WIELKI FINAŁ
Mamy to. Albumem „Omegon” kończy się cudowna epopeja fantasy o młodzieńczych perypetiach Mary i Bragona. Jednocześnie jednak coś się kończy, a coś zaczyna. „Omegon” to zwieńczenie preqelowej opowieści „W poszukiwaniu ptaka czasu”.
„W poszukiwaniu ptaka czasu” to seria, która debiutowała na naszym rynku na początku lat 90. XX wieku. Występowała wówczas pod nazwą „Pelissa” i ukazywała się w magazynie „Komiks”, będącym swoistym rozszerzeniem „Fantastyki” (czy też już wtedy „Nowej Fantastyki”). Serge Le’Tendre i Regis Loisel zaproponowali nam wtedy rasowe fantasy z Pelissą - córką czarodziejki Mary - i rycerzem Bragonem w rolach głównych. Ich zadaniem było powstrzymanie świata Akbaru przed zniszczeniem. I gdy wydawało się, że po czterech rozdziałach – to „Muszla Ramora”, „Świątynia zapomnienia”, „Łowca” oraz „Jajo mroku” - seria zostaje zamknięta, autorzy postanowili dopisać do niej ciąg dalszy. A dokładniej postanowili dopisać to, co działo się przed serią.
I tak powstał prequel, którego finał właśnie dostaliśmy do rąk. Prequel, na który złożyło się aż osiem albumów, z czego ostatni to już stu planszowy grubasek. Le Tendre i Loisel tym razem skupiają się na scenariuszach, rysunki oddając innym. Tak w serii pojawili się Lidwine, Mohamed Auoamri, Vincent Mallie oraz David Etien. Tak też czytelnicy dostali opowieść o młodym Bragonie, młodej Marze. I – bynajmniej- nie jest to wyłącznie odcinanie kuponów. Panowie rzeczywiście mają pomysł na ów prequel czego dowodem tomy „Przyjaciel Javin”, „Księga bogów”, „Droga łowcy”, „ Rycerz Bragon”, „Złodziej woli”, „Kryll”, „Ziarno szaleństwa” oraz „Omegon”. I oczywiście to seria dla tych, którzy „siedzą” już w cyklu. „Wejście” weń w dowolnym momencie nie ma zupełnie sensu. Sens ma lektura od początku. Do czego zachęcam.
„W poszukiwaniu ptaka czasu” to tak naprawdę jedyna pozycja na rynku autorstwa Serge’a Le Tendre. Inaczej jest z Regisem Loiselem. Kto się w nim „zakocha” - a nie ma opcji, by po "W poszukiwaniu ptaka czasu" było inaczej - powinien następnie poszukać choćby serii „Wielki martwy”, „Parszywy drań”, „Skład główny” albo „Piotruś Pan”. To bowiem frankofony na naprawdę wysokim poziomie. W sumie też może od nich zacząć znajomość z tym twórcą. Z tym, że finalnie też traci do świata „Ptaka czasu”. Nie ma więc sensu odkładać tej przygody na później.
|
autor recenzji:
Mamoń
29.06.2025, 23:44 |