NA SREBRNYM GLOBIE
Powieść „Na srebrnym globie” biorą na tapetę Adam Fyda i Marek Ospalski. Bazując na tekście Jerzego Żuławskiego tworzą ambitną, komiksową opowieść, którą tytułują „Lunatycy”.
Oryginalny tekst to materiał, który po raz pierwszy ujrzał światło dzienne nakładem Towarzystwa Wydawniczego S. Sadowskiego we Lwowie w 1903 (!) roku. Opowiada o ekspedycji, która w 1913 roku pakuje się w pojazd, by wyruszyć na Księżyc i poszukać po jego ciemnej stronie życia. Wyprawa opisana zostaje przez jednego z jej uczestników, który pamiętnik pakuje do kapsuły i wysyła z powrotem w stronę Ziemi. Właśnie notatki te stanowią materiał fabularny. Opowiadają o lądowaniu, podróży przez srebrny glob oraz kolejnych osobach z załogi, które zostają na Księżycu na zawsze. Opowiadają o zmaganiach z materią Księżyca, złośliwością rzeczy martwych ale też z własnymi słabościami.
To po części studium osób w skrajnej sytuacji. Obserwacja ich zachowań, „podsłuchiwanie” ich myśli w dusznej atmosferze, kiedy trzeba radzić sobie w kilka osób na niewielkiej przestrzeni. Ale też zapis marzeń – wszak ludzkość zawsze marzyła, by sięgnąć gwiazd. Marzeń o wolności, odkrywaniu, byciu tym pierwszym, który czegoś dokonał. To też opowieść o upadku. O zderzeniu się z realiami i odarciu ze złudzeń w sytuacji, gdy zbliża się koniec a nadzieja gaśnie. No bo wymyślona przez Jerzego Żuławskiego księżycowa misja kończy się – jak łatwo przewidzieć – fiaskiem…
Tekst sprzed ponad stu lat okazuje się być pod tym względem materiałem ponadczasowym. Przełożony na język komiksu - a tym samym ”podczyszczony” ze słów a doprawiony ilustracją – nabiera mocy. Zwłaszcza, że Adam Fyda odwala kawał solidnej roboty, jeśli chodzi o warstwę graficzną. Urzeka potężnymi kadrami z księżycowego pustkowia. Ale też małymi ramkami, kiedy wchodzimy do dusznego pojazdu, którym ekipa pokonuje kolejne kilometry. Od czasów „Gór szaleństwa” według H.P. Lovecrafta – gdzie nie brakowało błędów – przez album „Wielki pan bóg” według Arthura Machena – autor wykonał wielki postęp jeśli chodzi o grafikę. W „Lunatykach” wszystko już płynie. Kreska, kolor, kadrowanie, kompozycja ramek naprawdę są na bardzo wysokim poziomie.
Dzięki czemu autorowi (wspieranemu przy scenariuszu przez Marka Ospalskiego) udało się stworzyć komiks cholernie spójny z klimatem powieści Żuławskiego. Nie powiem, to miłe zaskoczenie, którego - zabierając się za lekturę - nie spodziewałem się w ogóle.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
20.05.2025, 23:06 |