OPOWIEŚCI Z SÃO MANUEL
Garść historyjek o ludziach, miejscach i wydarzeniach z mieściny Sāo Manuel przynoszą nam w komiksie „Małe miasteczko” bracia Camilo i Aldo Solano. Komiksie, do którego lektury zachęca sam Robert Crumb. Dokładnie. Ten Robert Crumb. Jeden z guru amerykańskiego undergroundu, znany i u nas z takich komiksów jak „Pan Naturalny”, „Kot Fritz” czy „Kafka”.
O „Małym miasteczku” we wstępniaku pisze tak: „Macie przed sobą komiks o codziennym życiu Sāo Manuel, małego brazylijskiego miasteczka. Camilo i Aldo Solano dorastali w nim i do dziś w nim mieszkają, więc doskonale znają to miejsce. (…) Zrobili komiks o dylematach egzystencjonalnych, wychodzący od wiecznie powracającej wątpliwości: jak ocalić to, co dawniej było dobre i pozytywne, w świecie, w którym gonimy za zdobyczami nowej technologii?”.
Swoje miasteczko – osadę gdzieś w brazylijskim interiorze – postanowili ocalić na komiksowych planszach. Dokładniej postanowili ocalić opowieści z Sāo Manuel. Te, które powtarzane są od lat. Trochę – można tak porównać - jak gdzieś przy rodzinnym stole - u cioci na imieninach - kiedy zaczynamy wspominać dawne dzieje. Opowiadać miejskie legendy. Te, które nie wiadomo czy są tak naprawdę do końca prawdziwe, ale „siedzą” nam w głowach i dzięki temu są żywe.
To mogą być opowieści i wszystkich i o wszystkim. Np. o piłkarzach lokalnej drużyny, którzy przyszli na mecz wprost z libacji. Albo o zemście, jakiej dokonał kiedyś jeden z mieszkańców na lokalnym gliniarzu. O radioamatorach, którzy pokonali ZSRR czy też o tradycji tworzenia barwnych „dywanów” z okazji Bożego Ciała. Bracia odtwarzają całe historyjki – jak ta o gagu z czarnymi ciasteczkami czy złodziejaszku, który próbował zatrzeć kradzież podpalając ciężarówkę przewożącą… smalec. Tak… W „Małym miasteczku” – jak w opowieściach usłyszanych przy stole – wszystko może się wydarzyć. Bo i w sumie nie do końca wiadomo, czy to prawdziwe historie, czy też efekty bujnej wyobraźni. No bo czy prawdziwy jest Vandi filozof? Albo deklamujący poezję Grā? Albo radiowa szycha Dona Nenê? Albo koleś, który ścigał się z samochodami?
Pytania o to prowokują sami autorzy. Na jednej z plansz podają, że „w Sāo Manuel nic nie jest tym, czym się wydaje”. Może więc i w opowieści z Sāo Manuel nie do końca powinniśmy wierzyć? Na pewno warto je poznać. Jako swoistą legendę miejsca. I jako dobrą, komiksową narrację w undergroundowej – wiadomo, na zachwyt Crumba trzeba zapracować – stylistyce.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
21.04.2025, 22:56 |