Szok! Niedowierzanie! Monstrum z miasta chce zabić Homara Johnsona!
Właśnie tak mógłby zaczynać się tabloidowy tekst poświęcony wyczynom Homara Johnsona, próbującego stawić czoła złowieszczym robotom, jakie pojawiły się w Nowym Jorku. Inny – w równie sensacyjny sposób – opisywałby zmagania herosa z szalonym kaznodzieją i jego kanibalistyczną armią truposzy. Albo z japońskimi demonami. Czy też zadymę z tureckim wydmuchiwaczem szkła, któremu Stany Zjednoczone zawdzięczają złowieszczą modliszkę. Tudzież histrię o statku-duchu, który wpływa na rzekę Hudson. Dlaczego tabloidowe? No bo tabloidy z pulpą się kojarzą. A przecież komiksowy „Homar Johnson” to rewelacyjna pulpa właśnie.
Ale czy może być inaczej, jeśli za pulpą tą stoi sam Mike Mignola? Ojciec Hellboy’a to gwarancja fabularnej (a w Hellboy’u też graficznej) jakości. Dlatego kolejne tomiszcza sygnowane jego nazwiskiem cieszą. Jak „Homar Johnson” - z dopiskiem tom 2. O bohaterze wspominałem już przy okazji tekstu o jedynce KLIK – wydanej u nas jeszcze w 2023 roku. To zamaskowany obrońca sprawiedliwości urzędujący w Nowym Jorku lat 30. XX wieku. W czasach gdy Ameryka z jednej strony kusiła, by do niej zawitać i zarobić ale z drugiej przyciągała różnego rodzaju hochsztaplerów i dziwaków. I właśnie z tymi drugimi przychodzi stawiać czoła Homarowi na komiksowych kartach.
W drugim tomie jego przygód mamy dziewięć fabułek (z czego trzy to dłuższe historie). To rzeczy pisane przez mistrza Mignolę, wspieranego przez Johna Arcudiego. Panowie wytwarzają intrygujący klimacik noir, w którym pokazują stare Stany Zjednoczone. A lata 30. to dobry czas na snucie kryminałów. Nawet tych, podkręconych superbohaterszczyzną… No bo przecież Homar to też swoisty superhero.
Do zilustrowania zebranych w ten tom epizodów Homara Johnsona zaproszono aż – jak wynika z „listy płac” – dziesięciu rysowników (dodatkowo trzy osoby zajęły się kolorami). Mamy więc – siłą rzeczy – różne wizje Homara Johnsona. Odległe od tego, jak postać mógłby rysować Mike Mignola - wiadomo, Mignola jest tylko jeden - choć naśladowców mu nie brakuje). Weźmy plansze jakie stworzyli Jason Armstrong („Żelazny Prometeusz”) czy Tonči Zonjić („Metalowe monstra z miasta”), które doskonale odnajdują się w klimacie horroru połączonego z noir
„Homar Johnson” jest kolejną twarzą Mike’a Mignoli. Niby hellboyopodobną, ale – mimo wszystko – autonomiczną. Również do czytania poza opus magnum pana Mike’a.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
06.05.2025, 23:08 |