Macie czasami ochotę dotknąć brudu? Takiego brudu życiowego, takich sfer, do których nigdy nie chcielibyście zajrzeć osobiście? Jeśli tak, to koniecznie przeczytajcie komiks Laphama. Gwarantuję, że prysznic będzie potem koniecznością.
„Zbłąkane kule” to historie dziejące się głównie na początku lat 80. XX wieku. Głównymi bohaterami są ludzie, których życie z różnych przyczyn zepchnęło na boczny tor. Kogo my tu nie mamy: narkomani, dewianci seksualni, mordercy, ale też i osoby, których jedyną winą jest fakt, że pogubili się w życiu. Obraz ukazanej egzystencji po prostu napawa czytelnika smutkiem. Oczywiście wizja ukazująca, jak ludzie nie potrafią poradzić sobie z prostym życiem, nie jest niczym odkrywczym. Ale jednak wydźwięk opowiadanych historii potrafi zburzyć komfort czytelnika.
Struktura fabularna jest bardzo charakterystycznym elementem „Zbłąkanych kul”. Zapomnijcie o chronologii wydarzeń. Tutaj, niczym widzowie „Pulp fiction”, obserwujemy różne opowieści, w różnych liniach czasowych, które są ze sobą połączone delikatną nicią prawie niewidocznych powiązań. Postacie występujące niekiedy w malutkich epizodach, po kilkudziesięciu stronach stają się głównym bohaterem kolejnej historii, a czytelnik z zaciekawieniem powraca na wcześniejsze strony, aby przypomnieć sobie fabułę z nimi związaną.
Graficznie zdefiniowałbym ten komiks jako taki w sam raz. Opowiadanie tego typu historii w formie klasycznej czarno-białej kreski jest chyba najlepszym rozwiązaniem. Bo tu nie chodzi o optyczne fajerwerki, tu treść ma mówić wyraźnie sama za siebie. I tak też jest.
Niestety, jak dla mnie, ten komiks ma w sobie trochę niewykorzystanego potencjału. Gdyby autor pozostał na ścieżce ukazanej w pierwszej połowie albumu, to pewnie po jego przeczytaniu czułbym się "fatalnie" zachwycony tą koszmarną wizją. Jednak Lapham poprowadził swoją historię w innym kierunku, niż się tego spodziewałem. Czy to dobrze, czy to źle, sami oceńcie. Ale na pewno ten komiks warto przeczytać i zadać sobie inne pytanie: czy na pewno wszystkie kule są zbłąkane?
|
autor recenzji:
komiksowy.web
05.01.2026, 15:34 |