TO NIE LOKAL, TO DOM…
„Na jedno pub”. Zapraszają panowie KaeReL (m.in. „Łauma”, „Kościsko”) i Śledziu (m.in. „Osiedle Swoboda”, „Na szybko spisane”, „Czerwony Pingwin musi umrzeć”). Czy trzeba pisać więcej?
„Na jedno pub” to osiem scenek (każda na jedną nóżkę) z życia lokalu o takiej właśnie nazwie. Lokalu, który ma swoją stałą załogę, który zalicza wzloty i doznaje bolących upadków. Ta ekipa to: poeta i hipochondryk Kamil, student z Chin (choć niektórzy uważają, że to panda) Wong, nadzieje polskiej atomistyki Dziobak i Dziabąg, kurzący przy barze rentier pan Radek, zakochana – niestety – bez wzajemności piękna Kamila no i właścicielka tego przybytku – Irys. Wszyscy skazani na siebie. Dla wszystkich bowiem „Na jedno pub” to coś więcej niż tylko pub. To dom.
I kiedy trzeba, zrobią wszystko, by ów dom utrzymać na powierzchni. Mimo przeciwności losu, w postaci nieuczciwej konkurencji, trupa w kadzi na piwo czy najgorszego, co może spotkać każdego właściciela pubu, czyli kontrolerów z Sanepidu. Przy tym brak klientów to mały pikuś, z którym można próbować radzić sobie organizując gale bokserskie czy wieczorki patriotyczne. A gdy i to nie pomoże, zawsze można liczyć na cud. I UFO, które – z pewnego powodu – pojawia się właśnie nad budynkiem, w którym działa „Na jedno pub”…
„Na jedno pub” to komiks, który przed laty ukazywał się w gazecie dystrybuowanej po warszawskich knajpach. Od tamtego czasu sporo wody upłynęło w Wiśle – pod rozdziałami mamy rok… 2011 (pod ostatnim klamrę 2010-2026). W swoistym posłowiu - „Ostatniej kolejce” - KaeReL (czyli Karol Kalinowski – choć wszyscy to wiedzą; scenariusz, rysunki, projekty) i Śledziu (czyli Michał Ślediński – choć to też wszyscy wiedzą; tusz, kolor, literki) wspominają swoje knajpiane posiadówki i inspiracje niejako do „Na jedno pub”.
Ale jest też swoistym wehikułem czasu. Wielu z nas przecież miało taki pub, gdzie wpadało się na jedno i nigdy na jednym taki wpad się nie kończył. Wielu z nas miało podobną ekipę, z którą szło się w ciemno, gdzie oczy poniosły. Z którą miało się szalone pomysły – szczególnie gdy wchodziło kolejne – i z którą wpadało się w tarapaty – choć nie aż takie, jak w komiksie KaeReLa i Śledzia.
Dlatego – panowie – po pierwsze podziękowania za odkurzenie komiksu, który i dziś śmieszy. Po drugie – za odkurzenie w pamięci czasów, gdy życie było prostsze. A przynajmniej takim się wydawało. A teraz na jedno...
|
autor recenzji:
Mamoń
19.04.2026, 11:05 |