Podczas, 36 edycja Podkarpackich Spotkań z Komiksem, odbyła się uroczysta premiera komiksu i wystawa plansz z komiksu „O świcie w Markowej. Historia błogosławionej rodziny Ulmów”, którego autorem scenariusza jest Maciej Jasiński. Dodam tu, iż jest to najlepszy scenarzysta w kraju. Zaś za oprawę graficzną odpowiadała Katarzyna Żurawska, jedna z najzdolniejszych ilustratorek młodego pokolenia! Nie bez kozery, tu dodam! Zobaczcie sami! Jest to nadchodząca gwiazda światowego komiksu! Chwalę, ale w przypadku tej Pani, to wierzę, iż woda sodowa jej do głowy nie uderzy! Po czym to wnioskuje? Nawet po tym, jak się wypowiada w mediach. Zobacz jej ostatnią wypowiedź w TVP Rzeszów. Pani Katarzyna jest bardzo zdolna, zrównoważona i ma dobrze poukładane w głowie, a jeszcze przy tym jest bardzo pracowita i ma ogromny talent!
„O świcie w Markowej. Historia błogosławionej rodziny Ulmów”, to komiks stricte historyczny i w całości oparty na faktach. Opowiada w dramatycznej historii, o zabiciu przez hitlerowskich Niemców, całej polskiej rodziny, za pomoc i ukrywanie Żydów.
Podczas II wojny światowej Józef Ulma i jego dwanaście lat młodsza żona Wiktoria, wraz z sześciorgiem dzieci: Basią, Stasią, Władziem, Franiem, Antosiem i Marysią mieszkali we wsi Markowa. Osiedli się w bogatej czterotysięcznej podkarpackiej wsi, w której stu dwudziestu jej mieszkańców, było pochodzenia żydowskiego. Dodać należy, iż kontakty pomiędzy społecznością Polską i Żydowską były w tym siole bardzo dobre.
Józef Ulma był społecznikiem, aktywistą i cenionym i szanowanym gospodarzem. Był on ponadprzeciętnym człowiekiem, który na owe czasy używał nowych technik w rolnictwie. Do tego! Prowadził wraz swą żoną Wiktorią wiejską bibliotekę i teatr. Zajmowali się sadownictwem, wspólnie szczepili drzewka. Mieli własne pasieki i zajmowali się pszczelarstwem, a jeszcze hodowali jedwabniki i sadzili dla nich drzewa białej morwy. Józef, jako pierwszy we wsi miał dostęp do prądu! Własnymi rękami zbudował wiatrak i elektrownię przydomową. Do tego był amatorem fotografem, samoukiem i wielkim patriotą. Nie dość tego zajmował się także wyprawianiem skór, a jego wspólnikiem w tym interesie był Saul Goldman z Łańcuta. Jak się okazało! Los obu panów i ich rodzin przeciął się w dramatyczny sposób! W grudniu 1942 roku rodzina Saula Goldmana zapukała do drzwi Ulmów. Uciekali przed eksterminacją z Łańcuta. Groziło im w najlepszym wypadku wywiezienie do obozu koncentracyjnego. Działo się to, w ramach akcji o kryptonimie „Reinhardt”, gdzie okupujący nasz kraj Niemcy podjęli specjalną operację eksterminacji Żydów z Generalnego Gubernatorstwa i okręgu białostockiego. Niemieccy bandyci zakochani w ideologii Hitlera przeprowadzili ją w latach 1942-1943 w ramach Endlösung der Judenfrage (tzw. ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej).
Tak więc jak już wspomniałem, w grudniu 1942 roku do domu Ulmów zapukała rodzina Goldmanów (Saul i jego czterej synowie) oraz pochodząca z Markowej Gołda Grünfeld i jej siostra Lea Didner z córcią Reszlą. Ulmowie nie zawahali się ani przez moment! Wychowani w katolickiej wierze, z otwartymi umysłami i sercami na krzywdę ludzką wiedzieli, iż nie mogą zostawić tych ludzi, na mrozie, bez jedzenia i bez pomocy!
Na marginesie. W piśmie świętym, które należało do małżeństwa Ulmów był podkreślony akapit (Łk 10,33–34) „Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go”!
Świadomi zagrożenia i wielkiego ryzyka, szczególnie dekonspiracji, nie wahali się ani przez chwilę! Postanowili całą ósemkę ukryć u siebie na strychu. Ryzyko było ogromne! Tylko w Polsce za ukrywanie i pomoc Żydom była przewidziana kara śmierci! Wiedzieli, że wg. prawa niemieckiego grozi im za to śmierć, a jeszcze niedaleko od ich domu było miejsce kaźni! W okopach z okresu I wojny światowej rozstrzeliwano Żydów i ich polskich pomocników. Na każdym kroku w miejscach publicznych wisiały plakaty, że za pomoc i ukrywanie Żydów grozi kara śmierci, ale też za ujawnienie miejsca pobytu od Niemca profity. Możemy być dumni z naszego narodu, albowiem takich szmalcowników, co donosili było niewielu. A jeśli się taki trafił, miał zagwarantowaną pewną wizytę u świętego Piotra, a właściwie u diabła. Żołnierze specjalnych komórek Armii Krajowej zajmowali się takimi delikwentami ostatecznie! Droga Czytelniczko! Drogi Czytelniku! Zaakcentowałem, tu kilkukrotnie temat kary śmierci, za przechowywanie Żydów. Albowiem, tylko w Polsce hitlerowcy zabijali za taką pomoc. Inne narody, w których szmalcownictwo było normą. Przykłady, Francuzi, Holendrzy, Duńczycy, nie dość, iż donosili, uczestniczyli kolaborując z Hitlerem, to jeśli znalazł się tam sprawiedliwy, który przechowywał bliźniego, to czasem taka rodzina ginęła, ale najczęściej trafiała do więzienia. Obywatele wyznania Mojżeszowego ginęli zawsze z rąk kolaborantów lub Niemców, albo trafiali do obozu koncentracyjnego. Swoją drogą, tu taka smutna dygresja. Rodzina Ulmów ma swoje drzewko w Instytucie Yad Vashem. A dlaczego Polska, kraj najbardziej doświadczony i wykrwawiony w czasie II wojny światowej, kraj w którym masowo ratowano Żydów, a także kraj w którym pielęgnuje się pamięć o Holokauście, kraj gdzie pokazuje się obozy koncentracyjne, takie jakimi były, a nie burzy się ich i nie sprzedaje pamiątek na aukcjach internetowych, jak np. w Niemczech, tylko pokazuje iż były tu niemieckie obozy koncentracyjne na ziemiach polskich. Dlaczego ten nasz ukochany kraj nie ma drzewka w Instytucie Yad Vashem? A np. taka Dania, albo inny sojusznik Hitlera Słowacja, co także napadł na Polskę w 1939 roku, ma takie drzewko? Współcześnie rządzący Izraelem wstydzie się, nie szanujecie prawdy historycznej, tylko wykorzystujecie ją do brudnej współczesnej polityki. Bo jak można wypuścić np. taką informację, iż Yad Vashem w mediach społecznościowych obciążyło Polskę za noszenie opasek z Gwiazdą Dawida. Niedouki, plujecie na pamięć ofiar Holokaustu. Opaski były wymysłem gubernatora niemieckiego na ziemiach polskich Hansa Franka. Wprowadzono je 23 listopada 1939 r. decyzją, podkreślam i powtórzę decyzją Hansa Franka, gubernatora Generalnego Gubernatorstwa. W Polsce nie było rządu kolaborującego z Hitlerem. Koniec dygresji.
Rodzina Ulmów, przez półtora roku ukrywała całą ósemkę u siebie w gospodarstwie. Udawało się im utrzymać z dala od problemów, do 23 marca 1944 roku. Wtedy do domu Ulmów przybył granatowy policjant Włodzimierz Leś. Wcześniej, właśnie to on ukrywał za pieniądze rodzinę Goldmanów. Udając, że chce oficjalnie przejąć dom Goldmanów i potrzebuje ich fotografii i podpisów dotarł do Markowej.
Jego prawdziwym celem było znalezienie kryjówki Żydów. Dostał potwierdzenie, iż ukrywają się oni u Ulmów. Wróciwszy do Łańcuta złożył donos. O 4 rano 24 marca 1944 roku podjechały pod dom Ulmów ciężarówki niemieckiej żandarmerii i kilku granatowych policjantów (w tym niesławny Włodzimierz Leś).
Pierwsze serie jakie padły z karabinów maszynowych poszły w strych. Albowiem, tam ukrywali się Żydzi. Na miejscu w śnie zginęły trzy osoby! Resztę osób ze strychu wyprowadzono na zewnątrz i rozstrzelano. A następnie niemiecki dowódca leuntnant Eliert Dieken, postanowił zabić także Józefa i Wiktorię. Strzały od przodu, w głowę i w tułów zabiły Józefa. Tymczasem Wiktoria została trafiona w oczy i w brzuch.
W brzuch, w którym było ośmiomiesięczne dziecko, które mogło żyć! Pozostałe dzieci, w wieku ośmiu lat do półtora roku patrzyły na to co wyprawiali oprawcy! Strasznie płakały! Po chwili leuntnant Eliert Dieken, jakby opętany przez demona, postanowił zabić także wszystkie dzieci! Tłumacząc stojącemu obok wójtowi wsi Markowa, że to w ramach niemieckiego porządku, dla dobra innych!!!
Aby cytuje! Nie robić kłopotu gromadzie! Gromada, tu w sensie całej wsi!
A po chwili...
Leuntnant Eliert Diekeny wydał rozkaz zabicia malutkich dzieci!
Aby nie robić innym kłopotu! Chryste Panie! ... Aby nie robić innym kłopotu!
Czwórkę dzieci zabija niejaki, Józef Kokot. Krzyczał przy tym! Cytuje. Patrzcie jak giną polskie świnie, co ukrywają Żydków.
Na marginesie. Instytut Pamięci Narodowej przeprowadził śledztwo. Czy jakiś sprawca mordu w Markowej poniósł karę? Granatowy policjant Włodzimierz Leś zostaje rozstrzelany wyrokiem sadu polowego przez żołnierzy Armii Krajowej. Tu taka dygresja. 30% granatowych policjantów należała do struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Byli to ludzie honoru, którym bliska była maksyma. Bóg! Honor! Ojczyzna!
Tymczasem każdy degenerat, który kolaborował z hitlerowcami w taki sposób, jak np. Włodzimierz Leś, to zawsze kończył marnie. Tu wymienię takie akcje podziemia przeciw kolaborantom jak: akcja „C”, akcja Topiel, akcja Główki i akcja Kośba.
Inny zbrodniarz Józef Kokot, po wojnie wrócił do Czechosłowacji, ale w wyniku ekstradycji trafił do Polski i dostał karę dwunastu lat więzienia. Dwa lata przed wyjściem umarł w więzieniu w Bytomiu.
A na koniec coś, co bulwersuje najbardziej i świadczy o tym, że Niemcy nigdy nie rozliczą się ze swoich zbrodni! Leuntnant Eliert Dieken po wojnie wrócił do Niemiec. Nie poniósł żadnej kary! Dosłownie żadnej! Wrócił do pracy w policji i awansował! Uważany był za szanowanego człowieka i dobrego ojca. Brak słów!
Rodzina Ulmów to światowi bohaterowie, którzy za pomoc bliźnim, zapłacili najwyższą cenę. Ale nie zapominaj Czytelniczko i Czytelniku o bestialstwie Niemców! Gwarantuje, iż ta opowieść poruszy Cię na wskroś! Bo, jak można było zabić sześcioro malutkich dzieci i dziecko w łonie matki? No jak?
Takie postepowanie w głowie się nie mieści! Jakie potwory mógłby strzelać do kobiety w zawansowanej ciąży? Zabijać dzieci w przedziale wiekowym osiem lat do półtora roku i potem sobie spokojnie z tym żyć, przez resztę swojego życia. Droga Czytelniczko! Drogi Czytelniku! Proszę nie dziwcie się emocjom piszącego te słowa, a poznajcie historię rodziny Ulmów z Markowej.
Kontynuując! Komiksowa opowieść wiernie oddaje powyższe wydarzenia. Maciej Jasiński wyraziście przedstawia wszystkie watki i związane z nimi postacie. Ujmuje w dialogach ich emocje, a także wiernie przekazuje konkretne rzeczy z życia głównych bohaterów i buduje napięcie w fabule! Kto przeczyta zrozumie wszelkie aluzje w dialogach i sposoby klamrowania! Maciej spaja całość wszelakich wątków z biografii rodziny Ulmów, w jeden spójny przekaz! Do tego tytuł ten nie jest przegadany. Wszystko jest tu podane z umiarem i wyczuciem! Maciej Jasiński, to komiksowy mistrz w pisaniu czytelnych i mądrych, a czasem bawiących i uczących czegoś scenopisów. Tym razem, nie bawiąc się, ale ucząc, poradził sobie z jakże trudnym tematem! I zrobił to po mistrzowsku! Przykład? Motywów przewodnich w tej komiksowej opowieści jest kilka! Mianowicie: dom, rodzina, miłość bliźniego, poświecenie za innych, budowanie dialogu między religiami! Tymczasem spaja je motyw z pierwszej i ostatniej strony, czyli pustego domu, desek i krwi! Spaja się i tworzy mądre i otwarte zakończenie! Powtórzę to jeszcze raz, Maciej Jasiński jest najlepszym scenarzysta w kraju!
Do tego ten wybitny scenarzysta pod względem faktograficznym wykonał kawał porządnej rzemieślniczej roboty. Aczkolwiek tu miał pomoc fachowca, prof. dr. Wojciecha Hanusa, który także odpowiada wstep do komiksu!
Na temat oprawy graficznej mogę rozpisywać się wyłącznie w samych superlatywach!
Katarzyna Żurawska potrafi budować emocje, w tych swoich precyzyjnych, pięknych i wymuskanych obrazach! Ta precyzja, ta gra światłocieniami na oknach, ten niczym jak z obrazów Jacka Malczewskiego, ale jej osobisty styl , to wszystko robi tu robotę! Grafika zachwyca, zachwyca i łapie za serce i rzuca na kolana! Do tego ta precyzja i szczegółowość teł i kolorów! Precyzja w oddaniu realiów epoki! Do tego pomysłowe kadrowania i kadry, takie pomysłowe z rzutami obrazu z góry! Wszystko to składa się mistrzowskie wykonanie tegoż komiksu.
Składa się na pełen obraz dobrze rozumiejącego się duetu scenarzysty Macieja Jasińskiego i ilustratorki Katarzyny Żurawskiej. Prawie każdy kadr żyje nasyceniem rożnych elementów otoczenia, które oddają ducha dawnych lat. Ilustratorka starannie oddała realia, a na każdym obrazku coś się dzieje. W zamyśle kreacji pokazywania świata, jest to bardzo sugestywne!
Droga Czytelniczko! Drogi Czytelniku! Parze autorskiej bardzo zależało na oddaniu realiów epoki, na pokazaniu tego ducha walki, patriotyzmu, bezinteresownej dobroci i siły ducha osób, które ukrywały innych! I ta sztuka im się bardzo udała! Opowieść ta zostaje w głowie i nosi w sobie wzorce postepowań od ludzi i dla ludzi i ma w sobie to coś, co pozostaje na długo w głowie! Ba, to kolejny przykład na to, iż nie zawsze trzeba tworzyć rozbuchanych albumów, aby pokazać coś w sposób interesujący i osobisty! Wydawca, para autorska oddali godny hołd rodzinie Ulmów i ludziom ukrywającym się w nieludzkich warunkach w czasach II wojny światowej!
.„O świcie w Markowej. Historia błogosławionej rodziny Ulmów” to pierwszorzędny komiks historyczny, który pozostaje w pamięci. Cześć i chwała Bohaterom!
|
|
autor recenzji:
Dariusz Cybulski
17.12.2025, 10:17 |