BLAM! STRZAŁY W GŁOWĘ
Strzały w głowę – to jeden ze sposobów, by pozbyć się żywych trupów. Zombiaków, które stały się utrapieniem próbujących znaleźć nowe miejsce do życia. Nowe, pośród morza żywych trupów właśnie.
Wydawać by się mogło, że ekipa ocalałych właśnie takowe miejsce znalazła. Ciche, spokojne i bezpieczne. Bo czy można znaleźć bezpieczniejsze miejsce niż… Więzienie? Niż obiekt solidnie zabezpieczony ogrodzeniami, podzielony na bloki, pełen zamykanych cel. Ale i… Wiadomo, żywych trupów. Choć nie tylko. W więziennej stołówce natykają się na czterech mężczyzn. Personel? Więźniowie? Odpowiedź na pytanie może być jedna. To czterech facetów ze swoimi tajemnicami i przeszłością, która doprowadziła ich za kratki.
A dla Roberta Kirkmana to przyczynek, by zawiązywać kolejną, trzymającą w napięciu opowieść. By pokiereszowaną ekipę ocalałych znów wystawić na próbę. Ekipę, która wskutek więziennych zawirowań znów traci kilka osób. Czy zyskuje? Pozornie. Ci zza kratek nie okazują się być zbyt gościnnymi. Słowem – karawana jedzie dalej… Ale to w kolejnym tomie serii.
W trójce – to „Bezpieczeństwo za kratami” – znów mamy kolejne próby. Pytania, jak zachować się w obliczu, gdy ktoś z bliskich może wpaść w ręce zombiaków? Jak zachować się, gdy dochodzi do zabójstwa? Gdzie jest granica między dbaniem o bezpieczeństwo, a człowieczeństwem? Czy można ją naginać? Przesuwać? Czy można próbować naginać rzeczywistość i wmawiać sobie, że przecież resocjalizacja za kratkami musiała przynieść efekt?
Graficznie „Żywe trupy” ciągnie Charlie Adlard (chwaliłem go przy okazji tekstu o drugim tomie serii). I – co cieszy – z nim zostajemy na dobre. To jemu Kirkman powierzył bowiem na dłużej rysowanie swojego Opus Magnum.
CDN
|
|
autor recenzji:
Mamoń
04.10.2025, 23:27 |