PATODEWELOPERKA GALIJSKA
Czytając „Osiedle bogów” co chwilę można odnieść wrażenie, że skądś to wszystko znamy. Oj, znamy. I to dobrze. Galijska patodeweloperka nie różni się niczym od tej, serwowanej obecnie przez deweloperów jak Polska długa i szeroka.
Na „Osiedle bogów” - to kolejna metoda, jaką Rzymianie próbują pokonać mieszkańców niewielkiej osady, przez którą nie można napisać, że cała Galia została podbita przez ludzi Juliusza Cezara. Pod hasłem tym kryje się ekskluzywny „apartament owiec” po sąsiedzku z dobrze nam znaną wioską Asteriksa, Obeliksa i całej reszty ferajny, która dzielnie stawia czoła Rzymowi. Jego projekt przygotował zdolny Ekierus. Zaakceptowała zaś rzymska wierchuszka licząc, że wioskę da się pokonać fundując jej uciążliwe (w nomenklaturze naszych urzędników byłoby to dobre) sąsiedztwo.
Plan na „Osiedle bogów” jest rzecz jasna ambitny. Budynki mieszkalne, termy, centrum handlowe, amfiteatr… Ma tu być wszystko. Ma być elegancko. Ma być przepięknie. Tak mówią starożytne foldery (tak też mówią foldery nam współczesne…). Tylko czy ci dzicy i nieokiełznani Galowie są gotowi na nowych sąsiadów? Czy dadzą się wkręcić w rozgrywkę proponowaną przez Rzym? Oczywiście, że nie. Dlatego „Osiedle bogów” będzie kolejnym pomysłem, jaki spali na panewce. Pozostaje pytanie dlaczego podobne osiedla dziś nie palą… Czyżby nie tylko Rzymianie byli głupi?
„Osiedle bogów” to siedemnasty album serii duetu Rene Goscinny i Albert Uderzo przypomniany w nowej edycji. Dodatki w nim są mocno sprofilowane. Skoro o (pato)deweloperce mowa w komiksie, w dodatkach dostajemy pakiet materiałów poświęconych rzymskiej architekturze, projektowaniu i planowaniu przestrzennemu. Do tego szkic o reklamie (wiadomo, że jest dźwignią handlu) oraz szwedzkim perypetiom serii.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
23.12.2025, 23:28 |