JEŻE TYLE NIE ŻYJĄ
To ściema. To wierutne kłamstwo. To hańba. Jeże przecież żyją maks kilka lat. Co więc mi tu Rafał Skarżycki, Tomasz Leśniak i Kultura Gniewu ściemniają, że w tym roku pewien jeż obchodzi „trzydziestkę”?
No dobra. Nie jest to zwykły jeż. Ganja i browary sprawiły, że uczłowieczył się - niczym Tytus w serii Henryka Jerzego Chmielewskiego. W tym przypadku jeż trzydziestolatek to wciąż jeszcze młodzieniaszek. Słowem – przed Jerzym – jeżem Jerzym – jeszcze długie lata w zjebce, bajarce i najebce. I bardzo dobrze. Wszak jeż Jerzy to jedno z naszych komiksowych dóbr narodowych.
Z tą trzydziestką to nie ściema. Dokładnie w 1995 roku seria „Jeż Jerzy” debiutowała. W Komiksowie pierwsze odcinki objawiły się w wydawanym przez Leśniaka fanzinie „Mięso”. Później Jerzy wszedł do „Świerszczyka” i „Ślizgu”. W końcu odcinki zaczęły być zbierane w albumy. Ba, Jerzy stał się bohaterem filmu. Z okazji okrągłego jubileuszu dostajemy nowy album z kolczastym. To „Jeż Jerzy. Przebudzenie”. Zaczyna się od rozgrywki miedzy piekłem a niebem. A dokładniej szefami tych przybytków. Później mamy m.in. western z konopiami w tle, historię dla płaskoziemców wierzących w czipowanie szczepionkami czy swoisty powrót do przeszłości, w lata 90. kiedy Jurek zaczynał. Jedno w tych komiksach się nie zmienia. Bohater to ciągle „degenerat i nihilista”. Kiedy trzeba, medytuje. Kiedy trzeba – mierzy się z demonami przeszłości, Kiedy wreszcie jest czas na zioło terapię, jest na nią czas. Proste.
Na „Przebudzenie” składają się (wszak albumy zawsze były zbierakami) komiksy, które w latach 2023 i 2024 wyszły w trzech małych zeszytach oraz szort przygotowany do 24 numeru „Produktu”. Teraz wychodzą w albumie o formacie dopasowanym do „czerwonej” serii wydawanej przez Egmont w latach 2002-2011. Urwanej na tytule – przypadek? nie sądzę – „Jeż Jerzy. Na urwanym filmie’.
Mieć nadzieję trzeba, że tym razem ani twórcom, ani temu jeżu film się nie urwie. I ciąg dalszy nastąpi.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
03.10.2025, 22:17 |