Tęskniliście za Marsupilamim? No to mam dobrą wiadomość. W komiksie „El Diablo” ten sympatyczny zwierzak wraca. Nie jest to jednak bohater komiksu „Bestia”, ale jego pra- pra- pra- pra- pra- pra- pra- pra- pra- pra- pra- pra- pra- pra-pradziadek.
Fabuła też nie dzieje się w latach 50. XX wieku w Brukseli, ale w czasach, gdy Hiszpanie podbijają kolejne skrawki kontynentów amerykańskich, by Nowy Świat ograbiać ze złota. Wszystko zaczyna się na pokładzie łajby kapitana Santoro dryfującej po nieznanych wodach. I gdy wydaje się, że jeden z załogantów – młody chłopaczek Jose zostanie w końcu poćwiartowany i pożarty przez współtowarzyszy niedoli, zdarza się cud. Na horyzoncie zaczyna majaczyć wreszcie ląd. „Wyrok” na pożarcie szybko zostaje zamieniony na „idź przodem”. W nieznaną puszczę. Na poszukiwania żarcia. A później złota wśród Szahutów pod wodzą Aleklasy.
Pechem Hiszpanów jest jednak to, że i puszczy, i złota strzeże tajemniczy Duch Puszczy (hehe, u mnie na Podlasiu coś innego skrywa się pod tą nazwą; kto wie ten wie). Cętkowany, z długielaźnym, zwinnym ogonem. Tak, to praprzodek naszej „bestii”. Nie muszę dodawać, że ze spotkania autochtonów i Hiszpanów – oraz Marsupilamiego – wynika szereg zabawnych sytuacji. Zadbał o to sam Lewis Trondheim. Nie jest to jednak szereg zabawnych sytuacji tak absurdalnych, jak w seriach „Ralph Azham” czy „Donżon”. Wynikają raczej z miejsca prowadzeni fabuły i przyjętej konkwistadorskiej konwencji.
Graficznie „El Diablo” to dokonanie Alexisa Nesme. Rysownik znany jest w Polsce z kilku epizodów „Myszki Miki” w wersji z wydawnictwa Glenat. I podobnie prezentuje się „El Diablo”. To połączenie disnejowskiej stylistyki z tych albumów z elegancją frankofońską. To album z dużymi kadrami, które „zawierają” w sobie sekrety dżungli, z planszami przepełnionymi zielenią i długielaźnym ogonem naszego sympatycznego zwierzaka.
„El Diablo” nie jest ciągiem dalszym „Bestii”. To autonomiczna opowieść z tego samego świata (praświata). Słowem – można ją czytać bez znajomości "Bestii”. Choć po lekturze tamtego dyptyku smakuje inaczej. Czy lepiej? Hm...
|
|
autor recenzji:
Mamoń
17.10.2025, 23:18 |