VIGRID DOSTAJE KOSZA
Pamiętacie Shaniah, która razem z Thorgalem przemierzała Krainę Cieni? No to wyobraźcie sobie, że wraca. Nie, nie w zasadniczej serii, ale w projekcie „Thorgal. Saga”. Piąty już tom wydany od tym szyldem – to „Ruchome miasto” – nawiązuje do albumu „Ponad Krainą Cieni”. Piątego albumu zasadniczej serii Jeana Van Hamme i Grzegorza Rosińskiego.
Thorgal porzuca w nim rodzinę i wioskę wikingów (który to już raz?), by nie narażać bliskich na zagrożenia, jakie ściąga na nich za swoją sprawą. Wędrując przed siebie, zupełnie bez sensu (no bo gdzie miałby się podziać?) natrafia na próbę porwania młodej dziewczyny. Szybko poznaje, że to Shaniah. Ta – korzystając z zamieszania - kradnie mu konia i ucieka. Dokąd? Do miasta Prokleta. Wędrującego miasta, które gdy wszyscy śpią, zmienia swe położenie. No i miasta, do którego wejść łatwo, ale gorzej je opuścić…
To jeden z wątków w albumie, którego scenariusz stworzył Antoine Ozanam. Drugi rozgrywa się w wiosce, gdzie zostaje Aaricia z małym Jolanem. Nagle zjawia się w niej Vigrid (znany nam z albumu „Aaricia” gdzie pokazane były perypetie małej dziewczynki, przyszłej żony Thorgala). Początkowo wygląda to jak scenariuszowe rozdwojenie jaźni. Wszystko wyjaśnia się dopiero gry Vigrid dostaje kosza od pewnej pięknej blondynki, do której smali cholewki… Wyjaśnia się zarówno wędrówka, na którą decyduje się Thorgal jak też powrót Shaniah czy motyw wędrującego miasta. Ale to żadna nowość. Wszak przez tyle lat Thorgal (i jego twórcy) przyzwyczaił już nas, że co krok ktoś zastawia na jego pułapki.
I o ile podczas lektury czytelnikowi parokrotnie pojawia się pytanie „O co w tym wszystkim w ogóle chodzi?”, tak do rysunków trudno mieć zastrzeżenia. Mohamed Aouamri udanie kreuje i ruchome miasto Prokleta, i „wchodzi” w miejsca i postacie dobrze nakreślone przez Grzegorza Rosińskiego.
„Ruchome miasto” nie dorównuje najlepszym na razie tomom „Sagi”, czyli albumom „Wendigo” i „Żegnaj Aaricio” oraz będącemu (jak na Thorgala) graficznym eksperymentem albumowi „Szron i ogień”. Na pewno wypada lepiej niż skopany „Shaigan”. W ogólnym rozrachunku – bezpieczny średniak. Bez szaleństw i bez większych zaskoczeń.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
07.10.2025, 22:45 |