PIESKIE ŻYCIE W KOREI
Przed nami trzeci komiks Keum Suk Gendry-Kim. Koreańska autorka przyzwyczaiła nas już albumami „Trawa” i „Czekanie”, że porusza delikatne tematy. Tym razem przygląda się… psom i ich miejscu w Korei. Tak. Korea to jedno z tych państw, gdzie psy pojawiały się w menu.
Autorka zaczyna od drugiej strony, Od sceny gdy Yuna i Hun zaczynają swą życiową przygodę z Marchewką. Przygarniętym szczeniakiem, który po trosze wywraca ich życie. Jeszcze bardziej ulega ono zmianie, gdy zjawia się Kartofel. Można rzec, że to psy, które miały szczęście. Znalazły dom, gdzie dzielą dach ze świadomymi ludźmi. „Wyjętymi” z wierzeń o – choćby – dobroczynnych działaniach potrawki z… psa. Piszę o tym nieprzypadkowo. W „Pieskim szczęściu” te dwa podejścia do psiaków przenikają się w każdym z rozdziałów.
Dla autorki zestawienie radykalnych podejść do tematu czworonogów jest okazją do pokazania dwóch pokoleń Koreańczyków. Starszych - osadzonego w tradycji, wierze i dziwnych zwyczajach pokolenia, które odchodzi. I młodszych – świadomych ludzi, którzy zachowując tradycję przodków odrzucają to, co nie przystaje w XXI wieku.
Jest też okazją do pokazywania relacji, w jakie ludzie wchodzą z psami. Relacji, w której są zaufanie czy szacunek. Dlatego to tylko na pozór inny komiks, niż „Trawa" i „Czekanie”. To bowiem ciągle obrazek pokazujący nam zróżnicowane koreańskie społeczeństwo. Choćby w kontekście „Pieskiego szczęścia”.
„Pieskiego szczęścia”, które też odmienia perspektywę bohaterów. Wpuszczenie czworonogów do siebie uwrażliwia, zmienia punkt ciężkości dotychczasowego życia. Ale też nagina życie pokazując – za przykładem psów – jak ważne jest poczucie wolności i niezależności. I naszej. I psiej
|
|
autor recenzji:
Mamoń
03.09.2025, 00:12 |