Turpistyczną Calineczką można określić komiks „Piękna ciemność”. Komiks na pierwszy rzut oka będący historyjką dla najmłodszych. Ale niech nikogo nie zwiedzie piękna kreska i słodka kolorystyka. To niezła przykrywka. Kto przegapił pierwsze wydanie, może nadrobić zaległość. Właśnie ukazało się wydanie drugie.
Nie wiem dlaczego sądziłem, że „Piękna ciemność” ukaże się pod szyldem „Krótkie Gatki”. Zmyliła mnie okładka oraz wpuszczone w sieć przykładowe plansze. Tymczasem to „Kultura Gniewu” w wysokiej formie. Dla tych, którzy zaczytują się komiksach firmowanych takimi nazwiskami jak Max Andersson („Pixy”), David B. („Rycerze św. Wita”) czy Winshluss („Pinokio”). Będących połączeniem snów, baśni, wierzeń i wariacji na temat znanych bajek i baśni.
U Fabiana Vehlmanna dobro przekształca się w najgorsze zło. To co złe z kolei okazuje się być aniołkiem w porównaniu z pozornym dobrem. Słoneczne dni zmieniają się w trupie noce. Przyjaźnie w zdrady. Ciepło w horrorek. Taki niewinny, niewielki, ot, wymyślony w najmniej spodziewanym momencie. „Piękna ciemność” została zbudowana na skrajnościach. Na przeskokach. Na jednej planszy bohaterowie mogą pić kawkę, na kolejnej mogą pogrzebać kogoś żywcem i mieć przy tym doskonałą zabawę.
W klimat ten weszło małżeństwo ilustratorów Marie Pommepuy i Sébastien Cosset, którzy tworzą pod pseudonimem Kerascoët. Słodkość aż kipi z ich plansz. Słodkość, która zmienia się w krew, flaki, wnętrzności, trupy, robaki, oderwane nóżki, wyrywane języki, małe ciałka spalone w piecu...
Wyborne. Naprawdę. Dla miłośników absurdalnego humoru.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
03.07.2025, 22:43 |