Debiutowała w 2023 roku komiksem „Trzy siostry”. I był to na tyle mocny debiut, że przyniósł jej nagrodę „Orient Men” przyznawaną przez Polską Akademię Sztuki Komiksu. Teraz Anna Poszepczyńska powraca z kolejną historią. To „Mój Daleki Bliski”.
Daleki… Maja mieszka nad Wisłą. Osobie pisze tak: „Generalnie dupa. Po prostu nie czuję w niczym sensu. Ja jestem do dupy. Praca chujowa, szef to Janusz (tak mówimy w Polsce na szefa, który zmusza cię do zapierdzielania z najniższą stawkę). Życie towarzyskie nie istnieje. Nie mam nawet przyjaciół. Patrzę na ludzi wokół i zastanawiam się, jak to jest, że umieją tak po prostu wchodzić w interakcje? Dla mnie to absolutnie nieosiągalne”. Do chwili, gdy na dotyczącym fizyki SCI Forum wylewa z siebie żal. I gdy odpowiada jej Aichi.
Ten bliski. Koleś z drugiego końca świata, pracujący w banku w dalekim Tokyo. Głupi wpis na forum porusza lawinę. Młodzi wchodzą w interakcję. Spędzają ze sobą - za pośrednictwem komunikatorów - coraz więcej czasu. I zaczynają do siebie coś czuć. Wreszcie Aichi stawia ją przed faktem dokonanym, podsyłając bilet lotniczy do Tokio. I choć na miejscu realia – mówić delikatnie – rozjeżdżają się z oczekiwaniami, Maja otwiera się na nowe, na kontakty międzyludzkie i przestaje być – że znów zacytuję ją samą – „do dupy”.
„Mój Daleki Bliski” – podobnie jak wcześniej „Dwie siostry” – znów porusza ludzkie, czułe struny. Dotyka aseksualności. Porusza też kwestię zaawansowanych technologii i tego, jak pozwalają sterować ludzkim umysłem. Mówi o nieumiejętności wchodzenia w relacje. O uciekaniu w świat wirtualny i szukania miłości w związku na odległość, który – na dłuższą metę – nie ma sensu.
Dużo miejsca na planszach siłą rzeczy zajmują rozmowy zapisane w komunikatorze. I nie jest to zarzut, w ten sposób Poszepczyńska "buduje" związek. Między nimi, w kadrach, mamy nieśmiałą dziewczynę przytłoczoną polskimi realiami i japońskie „ciacho”, wyjęte z mangi. Zbitką tych dwóch światów Poszepczyńska robi graficzny klimat komiksu.
Komiksu, który mógł okazać się – niczym syndrom drugiej płyty w muzyce – po znakomitych „Trzech siostrach” niewypałem. Autorka udźwignęła na szczęście ciężar, jaki spoczywał na jej barkach. Nie zdziwi mnie, jak tym razem też wyłapie jakiegoś Orient Mena. Już w kategorii dla twórców znanych już na rynku.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
03.06.2025, 23:11 |