GAŁCZYŃSKI WEDŁUG MAZUR
Teatrzyk Zielona Gęś, Kasia Mazur oraz Timof ze swoimi cichymi wspólnikami mają zaszczyt przedstawić komiks „Zielona gęś”. Zbiór komiksowych miniatur stworzonych na bazie tekstów Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.
I okazuje się, że groteskowe miniaturki Gałczyńskiego świetnie sprawdzają się jako miniaturki komiksowe. Takie na kilkuplanszowe szorty. Każdy z nich to jeden „teatrzyk”. Na komiksową „Zieloną gęś’ składa się około 40 tekstów Gałczyńskiego.
W zbiorku mamy więc np. sercowe rozterki spod znaku „W szponach kofeiny”. Mamy „Nieudany potop z powodu zimy”, kiedy okazało się, że arka lepiej sprawdzi się jako sanie. Mamy oziębłą miłość w „Kominek zgasł”, mamy nadgorliwego „Biurokratę na wakacjach”. „Żarłoczną Ewę”, która rozkłada Biblię, „Zamyślonego kelnera”, któremu w duszy Moniuszko gra. Ale mamy też Moniuszkę wracającego – i kropka – w „Jodłach na gór szczycie”. Albo Dantego w „Latarni sławy” czy też Xięcia Józefa Poniatowskiego w „zielnej gęsi” o takim też tytule.
Przede wszystkim mamy jednak postacie zbudowane przez Gałczyńskiego – jak Hermenegilda, Idalia, Gżegżółka, Hamlet, pies Fafik czy osiołek Porfirion (nawet jeśli tylko w opowieściach) - ze swoimi wadami, zaletami. Ze swoimi pozytywami i głupotami, których nie unikają.
„Teatrzyk Zielona Gęś” przy adaptacji można łatwo rozłożyć na łopatki. Kasia Mazur wybrała z miniaturek esencję, przedstawiając poszczególne „teatrzyki” w komiksach od jednej do góra kilku plansz (wyjątek stanowią ostatnie „Kaloryfery”). Dzięki temu „naładowała” je groteską, pozwalając cieszyć się z języka Gałczyńskiego, jednocześnie nie przynudzając jego formą.
Kasia Mazur „Zielną gęś’’ narysowała w stylistyce, jaką dała się już nam poznać komiksach „Zamaskowana” KLIK i „Do poprawki” KLIK. Z tą różnicą, że plansze – nie może być inaczej – tym razem ubarwia zielenią.
„Zielona gęś” to kolejny, wydany w krótkim czasie album autorki. Już dziś rozpoznawalnej za sprawą stylu, jak i poruszanych w komiksie kwestii autobiograficznych. „Zielona gęś” może wydawać się być odejściem od nich. Choć nie do końca. Świadczy o tym nawet okładkowa spójność. Jak dla mnie to jeszcze jedna odsłona Mazur. Tym razem ukazująca jej podejście do humoru. Dokonania autorki niezmiennie polecam.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
22.04.2025, 00:16 |