KRAINA LODU
Między lodem a ogniem. Tak prezentują się perypetie Thorgala w najnowszej odsłonie jego przygód wydawanych pod szyldem „Saga”. Do stworzenia albumu „Szron i ogień” zaproszeni zostali scenarzyści Olivier Legrand i Jean-Blase Djian oraz rysownik David Etien (wspierany przez kolorystę Bruno Tattiego). Czyli autorzy znani już z serii „Czwórka z Baker Street”.
Dokładnie Thorgal wraz ze skaldem Ottarem podczas sztormu zostają rzuceni na północny kraniec świata. Na zamarznięte ziemie u Bram Niflheimu. Tam spotykają piękną księżniczkę Vakvę, córkę władczyni Krainy Szronu (i lodu). A jednocześnie jak się później dowiadujemy – córkę samego Odyna. Okazuje się, że krainie grozi zagłada ze strony Akko – brata Vakvy. Ocalić może ją tylko wykradziony ze Świata Wiecznego Ognia płomień. Kto ma go dostarczyć do krainy lodu?
Pytanie retoryczne. Na odpowiedź Thorgala, że „wchodzi” w zadanie nie trzeba długo czekać. Wraz z Vakvą – przy pomocy Strażniczki Kluczy – przenoszą się z mroźnego Niflheimu wprost do Muspellheimu. Do „piekielnej” krainy olbrzyma Surta. By przywrócić równowagę i uratować świat – świat Thorgala – przed wieczną zmarzliną. Z jakim efektem? To znów pytanie retoryczne.
Retorycznym nie jest za to pytanie, jak fabułę prowadzą Olivier Legrand i Jean-Blase Djian? Trzeba przyznać, że całkiem sprawnie. Udaje im się zbudować mitologiczną opowieść o walce dobra ze złem. O walce między dziećmi Odyna. Walce, w której pojawia się odrobina etosu rycerskiego w postaci… Gdyby postawić pytanie, byłoby retorycznym.
Dla thorgalowych ortodoksów zaskoczeniem może być graficzna strona plansz. David Etien – jak do tej pory – jest autorem, który najbardziej swobodnie podchodzi do kanonu wyznaczonego przez Grzegorza Rosińskiego, a kopiowanego przez jego następców. Choć Thorgal oczywiście zachowuje wszelkie „znaki szczególne”, to jednocześnie Etien wpuszcza do tego świata powiew świeżości, widoczny już na twarzy Vakvy na okładce. Dużą robotę robi też kolorystyka, a w szczególności przeskoki z mroźnej bieli w ognistą czerwień.
„Szron i ogień” – po słabszym albumie „Shaigan”- przywraca wiarę w projekt „Thorgal. Saga”. Pokazuje, że warto go otworzyć na nowe wizje Thorgala – dziejące się nawet gdzieś obok serii głównej, niż kurczowe trzymanie kanonu. To samo dotyczy grafik. Im mniej kopiowania Rosińskiego, tym lepiej dla kolejnych albumów.
To co? Czekamy na piątą odsłonę serii „Thorgal. Saga”? Oby znów pozytywnie zaskoczyła.
|
|
autor recenzji:
Mamoń
28.05.2025, 23:43 |